sobota, 7 lutego 2015

Mama.





* Rozdział I*



Następnego dnia ujrzałam ten sam chłód błękitu. Nadal byłam w szpitalu. Jednak coś się zmieniło.  Na stoliczku przy moim łóżku stał malutki bukiecik białych różyczek, ale nie tylko to uległo zmianie, na kanapie, którą zauważyłam dopiero teraz (może dlatego, że jest w podobnym do ścian zimnym, niebieskim odcieniu), siedziała moja mama. W momencie kiedy ją dostrzegłam, przebudziła się i odgarnęła za ucho kosmyk ciemnokasztanowych włosów.
-Cześć skarbie.- rzuciła po chwili.
Zaskoczył mnie jej ton. Wydawało mi się, że w takiej sytuacji będzie on bardziej przyprawiający o dreszcze moją brzoskwiniową skórę.
-Mamo ja...- zaczęłam.
-Ciii... Spokojnie Bella- przytuliła mnie, wkładając w to całe swoje serce.
Cieszyłam się, że na razie daruje sobie słuchania moich tłumaczeń, ale do jasnej Anielki mogłaby skończyć z tą "Bellą". Cholera! Czy ja przypominam chcącego żyć wiecznie wampa z ostatniej części "Zmierzchu"? Proste, że nie. Jeżeli żylibyśmy w świecie pełnym nadnaturalnych istot, to już dawno spłonęłabym na stosie. Żywcem! O nie, boli na samą myśl. Gwarantował mi to mój intensywnie rudy kolor włosów i zielone oczy. Stuprocentowa wiedźma. Na szczęście otacza nas rzeczywistość wolna od takich istot i nadmiaru czasu. Ludzie ciągle gdzieś się spieszą.
-Anabelle Johnson!- wyrwała mnie z rozmyślań mama.
Nareszcie, jest już prawie sobą. Stanowcza i oczywiście bardziej oficjalna. Teraz przyjrzałam się jej dokładniej. Miała na sobie ciemnogranatowy kostium, składający się z dopasowanej marynarki i ołówkowej spódnicy, a do tego klasyczna biała koszula i czarne czółenka. Zawsze ubierała się elegancko. Taki jej nawyk wynikający z pracy w korporacji.
-Anabelle!- kolejny raz przywoływała moją uwagę. Jestem dziś taka zamyślona. Może to miejsce sprawia, że tyle spraw poddaje analizie.
Kiedy w końcu odstawiłam moje myśli na bok, mamie udało się przekazać mi wiadomość, że dzisiaj otrzymam wypis i powinnam się już pakować.
 Dwie godziny później, razem z mamą opuszczałam budynek Szpitala Zachodniego. 


 



 Nie zapomnij o komentarzu, który zmotywuje mnie do dalszej pracy. ;)

5 komentarzy:

  1. Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No hej ! :)
    Rozdział 1 nie wiele mówi, ciekawi mnie czemu Anabelle znalazła się w szpitalu ? Mam nadzieję, że w następnym rozdziale się tego dowiem :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba :)
    Czekam na nowość a tymczasem zapraszam do siebie na opowiadanie o Victorze Valdesie :) liczę na opinię w komentarzu
    Pozdrawiam :*
    http://por-mil-anos-mas.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej!
    "Cholera! Czy ja przypominam chcącego żyć wiecznie wampa z ostatniej części "Zmierzchu"?" Heheh brawo, też nie lubię "Zmierzchu". Przyjemnie się czyta tylko strasznie króciutki ;)
    Pozdrawiam ;**
    Juliet

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)