* Rozdział I*
Następnego dnia ujrzałam ten sam chłód błękitu. Nadal byłam
w szpitalu. Jednak coś się zmieniło. Na
stoliczku przy moim łóżku stał malutki bukiecik białych różyczek, ale nie tylko
to uległo zmianie, na kanapie, którą zauważyłam dopiero teraz (może dlatego, że
jest w podobnym do ścian zimnym, niebieskim odcieniu), siedziała moja mama. W
momencie kiedy ją dostrzegłam, przebudziła się i odgarnęła za ucho kosmyk
ciemnokasztanowych włosów.
-Cześć skarbie.- rzuciła po chwili.
Zaskoczył mnie jej ton. Wydawało mi się, że w takiej
sytuacji będzie on bardziej przyprawiający o dreszcze moją brzoskwiniową skórę.
-Mamo ja...- zaczęłam.
-Ciii... Spokojnie Bella- przytuliła mnie, wkładając w to
całe swoje serce.
Cieszyłam się, że na razie daruje sobie słuchania moich
tłumaczeń, ale do jasnej Anielki mogłaby skończyć z tą "Bellą".
Cholera! Czy ja przypominam chcącego żyć wiecznie wampa z ostatniej części
"Zmierzchu"? Proste, że nie. Jeżeli żylibyśmy w świecie pełnym
nadnaturalnych istot, to już dawno spłonęłabym na stosie. Żywcem! O nie, boli
na samą myśl. Gwarantował mi to mój intensywnie rudy kolor włosów i zielone
oczy. Stuprocentowa wiedźma. Na szczęście otacza nas rzeczywistość wolna od
takich istot i nadmiaru czasu. Ludzie ciągle gdzieś się spieszą.
-Anabelle Johnson!- wyrwała mnie z rozmyślań mama.
Nareszcie, jest już prawie sobą. Stanowcza i oczywiście
bardziej oficjalna. Teraz przyjrzałam się jej dokładniej. Miała na sobie ciemnogranatowy
kostium, składający się z dopasowanej marynarki i ołówkowej spódnicy, a do tego
klasyczna biała koszula i czarne czółenka. Zawsze ubierała się elegancko. Taki
jej nawyk wynikający z pracy w korporacji.
-Anabelle!- kolejny raz przywoływała moją uwagę. Jestem dziś
taka zamyślona. Może to miejsce sprawia, że tyle spraw poddaje analizie.
Kiedy w końcu odstawiłam moje myśli na bok, mamie udało się
przekazać mi wiadomość, że dzisiaj otrzymam wypis i powinnam się już pakować.
Dwie godziny później, razem z mamą opuszczałam budynek
Szpitala Zachodniego.
Nie zapomnij o komentarzu, który zmotywuje mnie do dalszej pracy. ;)
Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńSuper, buziaki :*
OdpowiedzUsuńNo hej ! :)
OdpowiedzUsuńRozdział 1 nie wiele mówi, ciekawi mnie czemu Anabelle znalazła się w szpitalu ? Mam nadzieję, że w następnym rozdziale się tego dowiem :)
Pozdrawiam !
Bardzo mi się podoba :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nowość a tymczasem zapraszam do siebie na opowiadanie o Victorze Valdesie :) liczę na opinię w komentarzu
Pozdrawiam :*
http://por-mil-anos-mas.blogspot.com/
Hej!
OdpowiedzUsuń"Cholera! Czy ja przypominam chcącego żyć wiecznie wampa z ostatniej części "Zmierzchu"?" Heheh brawo, też nie lubię "Zmierzchu". Przyjemnie się czyta tylko strasznie króciutki ;)
Pozdrawiam ;**
Juliet