niedziela, 29 marca 2015

Ciąża?


* Rozdział VII *

Było mi strasznie wstyd. Zachowałam się okropnie, ale po prostu zapomniałam. Co prawda, trzeba być skończoną kretynką, żeby zapomnieć o spotkaniu z chłopakiem, u którego spędziłam poprzednią noc. Najgorsze jest to, że nie znam nawet jego imienia. Pewnie rozpoczynało się na "L". Tak podpisał liścik. Równie dobrze mogła to być jego ksywka. To mi nie daje spokoju. Przecież po rozstaniu z Marcusem byłam tak zraniona, że przysięgłam sobie celibat od mężczyzn do odwołania. Nie byłabym najlepszą duchowną.

A przy okazji mojego zostawania kimkolwiek i przeklętej sklerozy, mam dziś rozmowę kwalifikacyjną o dziewiątej. Na szczęście jest dopiero........ 8.20. Moje szczęście to istna fatamorgana.
Wzięłam szybki prysznic, błyskawicznie wykonałam nienaganny (według mnie) makijaż i założyłam kremową koszulę i dopasowaną grafitową spódnicę. Bez marnowania czasu na jedzenie śniadania, ruszyłam, aby zdobyć "wymarzoną" posadę jako asystentka prezesa banku Jack Stuart Company. Wiele osób mówiło mi, że pan Stuart jest bardzo wymagający.

Siedziałam właśnie przed biurem Stuarta. Do spotkania zostało jeszcze pięć minut. Cała byłam w nerwach. Podeszłam do dystrybutora z wodą. Wzięłam plastikowy kubeczek i nalałam sobie do połowy. Woda miała zastąpić stracone śniadanie, brakowałoby tylko mojego burczenia w brzuchu.

W końcu nadeszła moja kolej. Jack Stuart przejrzał moje CV, sprawdził umiejętności posługiwania się językami obcymi umieszczonymi w dokumentach, na koniec rzucił, obiecujące tyle co nic:

Dziękuję za rozmowę panno Johnson, zadzwonimy do pani.

Wychodząc z budynku na niebotycznych szpilkach potknęłam się o nierówny chodnik przed schodami. Tym razem ktoś uchronił mnie przed upadkiem. Nie, nie ktoś. To był właściciel TYCH lazurowych oczu. Poczułam TEN energetyzujący zapach drzewa cedrowego. Teraz jednak zdawał się być intensywniejszy niż w klubie.
-Co ty tu robisz? Jesteś jakimś psychopatą, czy coś?- naskoczyłam na niego, drżąc ze zdenerwowania.
-Spokojnie! Przecież to bank, może przyjść tu każdy, kto tego potrzebuje.
-Bardzo dziwne, że potrzebujesz przyjść do banku, wtedy, kiedy Ja tu jestem- odparłam, zbyt mocno akcentując Ja, za co zostałam natychmiast ukarana.
-Twoja skromność jest godna podziwu- odparł z sarkazmem, ale sama się o to prosiłam. - Próbowałaś mnie unikać?- zapytał nagle.
-Ja? Dlaczego tak myślisz?
-Bo teraz jesteś przerażona moim widokiem, a wczoraj nie przyszłaś.
-Ach tak, bardzo Cię przepraszam. Po prostu miałam fatalny dzień i nastrój...
- Posłuchaj, moja siostra występuje jutro na plaży, więc.... Jeśli miałabyś ochotę na moje towarzystwo i muzykę pokroju Biedroneczki są w kropeczki, to będzie mi bardzo miło.
-Chętnie pójdę z Tobą..
-Wybacz, jestem Leo. I będę zaszczycony Anabelle.
-Zaraz, skąd znasz moje  imię?
-Spałaś u mnie, pamiętasz?
-No tak, pamiętam- wstrętna ze mnie kłamczucha, nic nie pamiętam.- o której mam być na plaży?
-O 15.
-Okej, więc do jutra, Leo.
-Do jutra Anabelle.


Wracając do domu kilka razy zerkałam na wyświetlacz telefonu, sprawdzając czy nie ma nieodebranego połączenia z banku Stuarta. Niczego takiego jednak nie było.
Leo, Leo, Leo- nie wiem co we mnie wstąpiła, ale cały czas moją głowę zaprzątały myśli o nim. Przed moimi oczami ukazywała mi się dobrze zbudowana sylwetka bruneta o zmierzwionych włosach. Jego umięśnione ramiona, duże dłonie, długie palce, zakończone zadbanymi paznokciami.
Dotarłam do domu gdzie czekała rzeczywistość. W progu czekała na mnie mama. Byłam zaskoczona. Przygotowała obiad, nakryła stół jak w święta kiedy byłam mała. Podeszłam do stołu i zauważyłam teraz trzecie nakrycie.
-Przypominam Ci tylko, że  do Wigilii zostało jeszcze trochę czasu- zaśmiałam się, ale trochę niepewnie.
-Philip przyjdzie.
-Jasne, mogłam się tego spodziewać, że taki stół będzie czekać na jakiegoś Philipa, a nie tak do końca na mnie.
-Anabelle!
-Wychodzę, prawdopodobnie zostanę na noc u Kim.


Skierowałam się w stronę jej domu. Potrzebowałam możliwości wygadania się komuś. Opowiedziałam przyjaciółce o pocałunku, o zbliżeniu się do mojej matki i o natychmiastowym oddaleniu się od niej i wreszcie  o zaproszeniu na Plażowy Festyn. Pominęłam fakt spędzenia nocy u Leo.
Kimberly była równie podekscytowana co ja i od razu zarządziła wycieczkę na zakupy po strój na jutrzejszą... Randkę? Zdecydowanie nie traktowałam tego spotkania w ten sposób. Uznałam, że dowiem się co wydarzyło się tego wieczora.

-A jak oceniasz swoją dzisiejszą rozmowę kwalifikacyjną?- zagadnęła po drodze do centrum handlowego.
-Myślę, że jeśli chodzi o moje umiejętności to było całkiem nieźle, ale całość psuje mi moja nieudana próba samobójcza. Sama nie dałabym jakiejś psychopatce w depresji posady asystentki dyrektora.
-Hej! Nie jesteś psychopatką. Po prostu był problem, a ty zamiast przyjść z tym do mnie, zgłosiłaś się do szafki po jakieś prochy nasenne. Co było aż tak trudne, że nie zwróciłaś się z tym do mnie?
-Teraz wiem, że to było głupie, ale wtedy to była ucieczka od bolesnej rzeczywistości.
-Co się wydarzyła An?
-Byłam w ciąży.
-I ciąża jest powodem, dla którego ktoś chce się zabić? Czy zdajesz sobie sprawę ile osób nieustannie stara się o dziecko bezskutecznie? Są domy dziecka, okienka życia....
-To nie ciąża była powodem. To strata tego dziecka- czułam jak oczy zaczynają robić mi się mokre od zbierających się łez.
-Nic nie rozumiem...
-Straciłam to dziecko, Kim. Nie mogłam znieść sposoby w jaki się to stało.
-A co takiego spowodowało poronienie?
-Nie Co, ale Kto....
-Marcus nie chciał tego dziecka?
-Marcus nie wiedział o ciąży?
-To nie on był ojcem?
-Skończmy ten temat. Nie mam ochoty na rozdrapywanie ran. Miałyśmy iść na zakupy, więc nimi się zajmijmy.


Na szczęście Kim ustąpiła. Powiedziałam jej bardzo dużo i mimo, że poczułam się lepiej, zrzucając z siebie ten ciężar, nie miałam ochoty na tego typu pogawędki w centrum handlowym. Poza tym zależało mi na tym, żeby na jutrzejszym festynie mieć dobry nastrój. Gdybyśmy z Kimberly drążyły ten temat, zapewne zamknęłabym się w sobie i przez kolejny tydzień nie wychodziła ze swojego pokoju. 


 



niedziela, 22 marca 2015

Ciężki poranek. Ciężki dzień. Ciężka przeszłość...


* Rozdział VI *

Obudziłam się. Chwila, chwila. Do jasnej cholery! To nie jest mój pokój. Przynajmniej nie wydaje mi się, żeby mama zorganizowała ekspresowy remont podczas mojego snu. Zwłaszcza, że układ ścian jest nieco inny.

Szybko przetarłam oczy i zaczęłam krążyć wzrokiem, szukając telefonu. Nie musiałam długo szukać- leżał tuż obok na poduszce w satynowej powłoczce. Była też karteczka, którą natychmiast przeczytałam:

Cześć Księżniczko! Musiałem iść do pracy. Woda jest w kuchni w lodówce. Co powiesz na spotkanie w parku? L. 
PS. Byłaś dziś niesamowita:) 

Wiedziałam, że nadejdzie taki dzień, w którym stoczę się na samo dno. Według mnie spanie z chłopakiem tej samej nocy kiedy się poznaliście było do kitu. Ale złamałam w ostatnim czasie tyle zasad moralnych, że co to takiego spanie z kimś będąc pijaną. Jednak musiałam wypić naprawdę dużo. Po tym co ostatnio wydarzyło się w moim życiu, sądziłam, że szybko nie wyląduje w łóżku jakiegoś faceta,bo.... bo chyba nie spałam tej nocy z kobietą. Szybko zerknęłam na karteczkę. Uff, całe szczęście- pomyślałam, widząc czasownik wskazujący na mężczyznę.

Po długim rozmyślaniu w końcu raczyłam sprawdzic która jest godzina. Kurczę, już 12! szybko się ubrałam i pobiegłam zatrzymać jakąś taksówkę. Jadąc w stronę domu, adrenalina opadła i poczułam jak strasznie boli mnie głowa. Stwierdziłam, że zdecydowanie przesadziłam z alkoholem poprzedniego wieczora.

Na szczęście znajdowałam się już na podjeździe mojego domu. Kiedy weszłam, skierowałam się prosto do kuchni.

-Dlaczego nie odbierałaś?!- zauważam wściekłą matkę, w której oczach błyszczą łzy.
-Dobrze się bawiłam. Ty zresztą też chyba robiłaś to ze swoimi znajomymi.
-Martwiłam się o Ciebie! Dlaczego nie odbierałaś?- powtórzyła pytanie
-Rozładował mi się telefon- skłamałam.

Podeszłam do szafki z zamkiem.

-Gdzie jest kluczyk?- zapytałam zdenerwowana jej nieufnością.
-Co chcesz?- odparła.
-Klucz do tej cholernej szafki!
-Przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że Ci go nie dam. Co podać Ci z szafki?
- Traktujesz mnie jak dziecko, nie mogę nawet wziąć aspiryny.
-Idź do siebie zaraz Ci przyniosę.
-Nienawidzę Cię! Ciągle nie ma Cię w domu, a teraz zgrywasz Matkę Teresę- zdenerwowana złapałam płaszczyk i wybiegłam do ogrodu, zaczerpnąć powietrza i się uspokoić. Usiadłam na drewnianej ławeczce i poczułam spływające po policzkach łzy. Swoją drogą myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy podczas zdarzeń minionych tygodni.

Chwilę później przyszła mama z moją aspiryną. Przytuliła mnie mocno i wytarła chusteczką oczy i mokre policzki.

-Nie jestem najlepszą matką. To przeze mnie chciałaś to zrobić, prawda?
-Nie mamo, to nie Twoja wina. I to nieprawda, że Cię nienawidzę. Byłam  po prostu wzburzona. Zrobiłam to z własnej głupoty, jeśli chcesz wiedzieć. Ale jeżeli ktoś miałby się do tego przyczynić to Marcus.
- Co się stało?
-Mamo...On...Nie, nie mogę- wybuchnęłam płaczem i wtuliłam się w mamę, jak za czasów, kiedy byłam małą dziewczynką.

***

Wyszłam z gabinetu doktor Fraith pełna sprzecznych emocji. Stwierdziłam, że zanim powiem Marcusowi, sama muszę to przetrawić. Byłam tak rozkojarzona, że nie byłam w stanie odnaleźć kluczyków od domu. W końcu udało mi się wykopać z torebki mały pęk kluczy, związany różową wstążką. Weszłam do pustego domu. Wyjęłam z torebki zdjęcia z badania ultrasonografem. Odłożyłam torebkę na szafkę w korytarzu i powolnym krokiem poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę i wrzuciłam do mojego kubka w serduszka saszetkę z malinową herbatą. Wzięłam Delicje i opadłam na krzesło, trzymając wyniki USG w jednej ręce, a drugą opychałam się ciastkami. Cały czas walczyłam z emocjami. Życie od teraz miało się zupełnie zmienić. Dotknęłam brzucha, który nie wskazywał jeszcze na jakiekolwiek zmiany. A jednak! Pod moim sercem rosła istotka, która w tym momencie miała trzy tygodnie. Może to nie był najodpowiedniejszy czas na dziecko, ale w tej chwili się tym nie przejmowałam. To śmieszne, ale zaczęłam nawet główkować nad imieniem dla dziecka. Kilka godzin później umyłam się i zmęczona długą sobotą położyłam się do łóżka. 
Pamiętam, że przyśniła mi się wtedy rozmowa z Marcusem, którą odbyliśmy kilka dni wcześniej. Nie należała do najprzyjemniejszych, na szczęście skończyła się w najlepszy możliwy sposób. Jednak w moim śnie nie ujęto tego cudownego zakończenia. 
Spojrzałam przez okno i dostrzegłam Księżyc w pełni. Pomyślałam wtedy, że przez te przeklęte fazy Księżyca,człowiek nie może spokojnie spać, bo śnią mu się różne głupoty. 
Później ten sen okazał się jakoby ostrzeżeniem. To głupie.....

***

Po rozdrapaniu tej rany w mojej pamięci zapadłam w sen. Kiedy nastał kolejny ranek, uświadomiłam sobie, że zapomniałam o spotkaniu z POWODEM MOJEGO MORALNEGO KACA.




niedziela, 8 marca 2015

Impreza zakończona pocałunkiem.




*Rozdział V*

Na ten wieczór wybrałam sukienkę do połowy uda w kolorze bladej moreli. Bez ramiączek. Miałam tylko nadzieję, że mój skromny biust ją utrzyma. Rozszerzony dół kreacji tak pięknie się układał w trakcie obrotów, że wirowałam w niej po pokoju dobre pięć minut. Nałożyłam cienką warstwę pudru do twarzy, zrobiłam delikatne kreski i wytuszowałam starannie rzęsy. Moje lisie włosy podkręciłam na końcach i tak pozostawiłam.

Zeszłyśmy na dół z Kim. W przeciwieństwie do przyjaciółki, ja postawiłam na wygodne białe balerinki. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do klubu tanecznego w centrum miasta.
Wielka sala była już pełna ludzi. W pierwszej chwili poraziło mnie jaskrawe światło migające w rytm skocznej muzyki.

We troje z Kim i Ian'em podbiliśmy najpierw do baru. Zamówiliśmy sobie po drinku. Mięta w nim obecna przyjemnie orzeźwiała podniebienie. Później ruszyliśmy w stronę parkietu. Było strasznie tłoczno. Kiedy w końcu udało się nam przywłaszczyć trochę miejsca, od razu wpadliśmy w taneczne szaleństwo. Myślę, że niektórych figur prezentowanych przeze mnie i Kim nie znają nawet mistrzowie tańca.

Jakiś czas później Kim i jej brat postanowili ewakuować się do domu. Ja chciałam zostać dłużej. PO ich wyjściu znów odwiedziłam bar i trochę tam zabawiłam.

Nagle zobaczyłam scenę, która strasznie mnie zabolała. Poczułam dziwną gulę w gardle. Zamówiłam wódkę z colą. Zmrużyłam oczy, ponieważ wypiłam ją za szybko jak na mnie. Jednak dziwne uczycie w gardle nie minęło. Spojrzałam jeszcze raz w stronę jego powodu. Cholera! Patrzenie jak twój były prawie posuwa swoją nową dziewczynę na parkiecie nie jest najlepszą rozrywką. Zamówiłam jeszcze raz to samo. Potem jeszcze kilka razy.

Nie wierzę! Zdążyłam tyle wypić, swoją drogą to przestałam nawet mrużyć oczy, a Marcus nadal zabawia się z tą swoją Kicią. Strasznie to banalne. Po rozstaniu z Tobą, chłopak wybiera długonogą blondynkę, która ma duże sztuczne cycki, a jej skóra wygląda tak, jakby wysmarowała ją masłem orzechowym.

Miałam dość. Zamówiłam wódkę z lodem i szybko wypiłam. Chciałam jak najszybciej opuścić klub. Ledwie zeszłam z barowego stołka i poczułam jak moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Upadałam, gdy w ostatniej chwili miałam szansę zagubić się w głębi lazurowych oczu. Kiedy wróciłam do pionowej pozycji złożyłam na ostach ich właściciela spontaniczny: gorący i namiętny pocałunek. 


Zapraszam do odwiedzenia na Facebooku stron osób, które mi pomagają za co serdecznie im dziękuję. Znajdziecie na nich opisy, cytaty, a także wspaniałe opowiadania. 
Dziękuję również Emotikonce za nagłówek, który bardzo mi się podoba. :)