piątek, 1 stycznia 2016

To przez Marcusa, Mamo!


*** ROZDZIAŁ XVI ***

"Chciałam tego pocałunku" przemykało mi przez głowę przez całą drogę do domu. Nie liczy się coś podjęte pod wpływem emocji, Anabelle! Już nie pamiętasz jak ostatnim razem się przejechałaś? Tylko, że Leo nie może być kimś takim jak Marcus. Chociaż Marcus też od początku wydawał się taki fantastyczny, idealny .... Zainteresował się kimś takim jak ja? To od razu było podejrzane, ale ja jako wierząca w Happy End małolata nie przejmowałam się. Mam czego chciałam. Krzątałam się po pokoju, chodząc z jednego kąta w drugi. W końcu postanowiłam zejść na dół. Może w barku kryje się whiskey? Nie, whiskey to zły pomysł sama myśl o niej przywodzi wspomnienie pocałunku. Chociażby tequila. I czekolada, nic nie pomaga tak dobrze na racjonalne myślenie jak czekolada. OSTRZEŻENIE! W połączeniu z alkoholem może się nie sprawdzić lub zadziałać z podwójną siłą.
Zeszłam do salonu, gdzie spotkałam moją mamę szczelnie otuloną kocem i zalaną łzami.
-Co jest mamuś?
Mary Ann Johnson przywołała na swoją twarz pogodny uśmiech, jednak łzy nie znikły z jej oczu.
-Philip.....On stwierdził, że nasz związek nie ma sensu...- Również w moich oczach natychmiast pojawiły się łzy.
Zdecydowanym krokiem przemierzyłam odległość dzielącą mnie od barku. sięgnęłam po znajdujący się tam alkohol, z witryny zabrałam dwie szklaneczki. Podałam jedną mamie i kiedy napełniłam obie usadowiłam się wygodnie tuż obok niej i objęłam ją wolnym ramieniem. Mama wsparła głowę na moim ramieniu.
-To nie jest jakaś romantyczna historia, żebyś roniła tyle łez- roześmiała się delikatnie.
-Byłoby dziwnie gdybym to ja musiała pocieszać cię po rozstaniach, takie mało amerykańskoserialowe. Ale jestem bardzo zaradna i zdołałam też wpakować się w ogromny dołek...
-Co się stało?
-Starsi mają pierwszeństwo! Zapomniałaś?
- Nieważne, to nie jest takie istotne.
- Powiedziałaś "A", więc...
-Więc powiedz "B" . Philip po prostu do mnie nie pasuje. Jest raczej nierodzinnym typem.  
-To moja wina.. Mojej obecności, tak?
-Wolałby duet, więc jego strata...
-Straszny dupek, ale jest mi z tego powodu strasznie przykro i głupio...
-Zupełnie niepotrzebnie, Skarbie. No więc serialowa córko. Jaki masz problem?
- Chyba się zakochałam.
-To powód do płaczu?
-Nawet nie wiesz jaki wielki jest to powód....
-Wiem, że nie jestem matką z Twoich marzeń, ale jestem do twojej dyspozycji.
-Leo jest cudowny, ale w przeszłości dokonałam wielu wyborów, z których wynikają konsekwencje sięgające mnie właśnie teraz...
-Ta przeszłość jest bardzo odległa?
-Właściwie to nie aż tak bardzo, a konsekwencje wyciągam od pobytu w szpitalu.
-Marcus?
- We własnej osobie. Chciałam się zabić właśnie przez niego.
-Zaufaj mi.
- Myślę, że czas najwyższy.  Jak wiesz Marcus swego czasu bardzo mi pomógł, ale ja jako niewdzięcznica zaszłam w ciążę.
-W ciążę?
 I tak oto po wieloletniej przerwie od szczerych rozmów z moją mamą, wyznałam jej wszystko jak na spowiedzi. Opowiedziałam jej, że Marcus wściekł się, kiedy dowiedział się o dziecku i dał mi ultimatum: On albo dziecko. pamiętam, że bardzo długo zastanawiałam się jaką decyzję podjąć. Tak bardzo kochałam Marcusa, zarazem jednak nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mogę pozbawić taką małą istotkę życia. Jak się okazało On też musiał mnie kochać, bo niedługo później przepraszał i prosił abyśmy znów byli razem. Mówił, że był zaskoczony i dlatego tak zareagował. Nadal go kochałam, więc to chyba doskonale wyjaśnia, że byłam zaślepiona. Myślałam, że pogodził się z rolą ojca, ale to były tylko jego pozory. Pewnego wieczoru odurzył mnie. Kiedy się obudziłam ujrzałam ostre światło pochodzące z lampy w sali operacyjnej. Następnie zauważyłam "lekarza" znajdującego się między moimi nogami ułożonymi na fotelu ginekologicznym. Nie wiedziałam co ja tam robię. Zwróciłam uwagę na podejrzane strzykawki leżące w zasięgu dłoni "lekarza". Próbowałam się poderwać, jednak powstrzymywał mnie Marcus i jego kolega. Po uważniejszym przyjrzeniu się "Lekarzowi" i rozpoznałam w nim kolejnego z paczki kumplów Marcusa. Chwilę później poczułam potworny skurcz w podbrzuszu. Mój ukochany Marcus poddał mnie zabiegowi aborcji wykonanej przez jego kolegę- niedoszłego lekarza, bez mojej zgody. Kiedy Marcus wysadził mnie pod domem   czułam się strasznie. Wzięłam długi prysznic żeby zmyć z siebie uczucie wstydu, rozczarowania. Po moim ciele spływała woda pomieszana ze łzami. Spłukiwała ona zaschniętą krew będącą pozostałościami po wywołanym krwotoku. Nie wychodziłam ze swojego pokoju przez kilka dni. Nie obchodziło mnie jedzenie, wygląd. Mama zaczęła obwiniać się o to, że nic nie zauważyła, ja jednak wytłumaczyłam jej, ze była wtedy na zaległym urlopie w Europie.  Kilka dni po zabiegu, Marcus przyszedł do mnie. Zrozumiałam wtedy, że to co się wydarzyło powinno dać mi nauczkę i kazałam mu się wynosić. Nie chciałam widzieć go nigdy   więcej. On wściekły zagroził, że "przyjdzie jeszcze czas, by wyrównać rachunki". Chodziło mu zapewne o pieniądze, które mi pożyczył oraz o jego zranioną dumę. Powiedziałam mamie również o tym, że niedawno odezwał się w sprawie tych rachunków. Zapytała ile jestem mu winna. Całkowicie zdawałam sobie sprawę z tego, że nie stać nas na spłacenie tego łajdaka. Mama potwierdziła tylko moje domysły jednak dała mi tyle ile tylko mogła. okazało się dość sporą sumą.  Wytłumaczyłam jej, że nie potrafię już zaufać mężczyźnie, a poza tym Marcus mógłby być niebezpieczeństwem dla owego związku i mężczyzny. Mama przytuliła mnie serdecznie. Po takiej sesji terapeutycznej pobiegłam jak najszybciej do swojego pokoju, by zapaść w doładowujący akumulatory sen.

Obudziłam się w środku nocy. Naciągnęłam na siebie dżinsy i starą czarną bluzę i wyruszyłam na spotkanie z moim dawnym kolega Tonym. Spotkanie przebiegło pomyślnie i już po ponad godzinie znów byłam w swoim pokoju. Trzymając w dłoni naładowany pistolet pomyślałam sobie: "Miałeś racje Marcus, PRZYJDZIE JESZCZE CZAS, BY WYRÓWNAĆ RACHUNKI". 

 ***
Witajcie kochani :) Powoli zbliżamy się do końca tego opowiadania ;) Mam nadzieję, że zmotywujecie mnie jakoś do napisania tych ostatnich rozdziałów (przewiduje jeszcze 2)  :) Trzymajcie się cieplutko!! Do przeczytania ;)

środa, 25 listopada 2015

Szalenie rozmowny rozdział ;)



 *** Rozdział XV ***


-I ten sześćdziesięcioletni fiut tak po prostu mnie wywalił, rozumiesz?
-Nie rozumiem jego zachowania, ale twoje wzburzenie jak najbardziej- I znów uśmiech w stylu "jestem taki pewny siebie"
-Ale jak on mógł to zrobić??
-Dupek z niego i już
-Ale wywalił mnie bo nie przespałam się z nim, a nie ze względu na nie wykonywanie obowiązków!
-Wierzę Ci. Na pewno znajdziesz jeszcze jakąś dobrą pracę.
-O no pewnie! Ale ja potrzebuję pieniędzy. Teraz!!
- Masz długi? Niezapłacony mandat? Czy okropnie wielką rodzinę, dla której musisz kupić gwiazdkowe prezenty?
-Nie mam ani długów, ani niezapłaconego mandatu!- no bo właściwie nie mam długów, co tam pogróżki Marcusa, pfff...- Jeśli zaś chodzi o rodzinę to w sumie nie jest jakaś super wielka. Chodzi mi raczej o to, że życie tutaj nie należy do najtańszych, zresztą przecież wszędzie tak jest.
-Hej! Zaczynasz filozofować i przerażasz mnie tym, że życie nie jest tanie!- Trzy...Dwa...Jeden... Szeroki uśmiech.
-Oj weź!- to musiało się skończyć żartobliwą sójką w bok- Wiem!- Uwaga, uwaga Anabelle oświeciło.- Będę pracować tutaj! Co jest trudnego w byciu barmanką?
-Musisz..
-No wiem, ładnie wyglądać, ale nie jestem przecież taka brzydka. Trochę różu na policzki i innych magicznych substancji, które stworzą ekstra ślicznotkę. I tak, wiem, jestem cholernie narcystyczna, ale tylko dzięki Jackowi Danielsowi.
-Chodziło mi raczej o to, że musisz..- znów mu przerwałam
-No wiem, krzątać się po sali seksownie kręcąc biodrami, ale przecież to dosyć proste.
-Potrzebna jest też umiejętność sporządzania drinków jak sądzę.
-Racja, ale to też nie może być trudne. Dam sobie z tym radę.
-Założymy się?
-Nie wierzysz w moje umiejętności??
-W dwa pierwsze punkty już wierzę, ale ten trzeci..
-Niestety nie mamy tego jak sprawdzić...- udawałam, że strasznie mi z tego powodu smutno. Kłamczucha! Doskonale zdawałam sobie sprawę, że zwykła szkocka z lodem będzie trudnością, ale brnęłam dalej
-Barman!- wrzasnął mój kompan, po czym zaczął szeptać w stronę barmana, niestety przez głośną muzykę nie zdołałam usłyszeć o czym rozmawiają. "Na szczęście"  zaraz się dowiedziałam.- No przeskakuj przez bar.
-Po co?
-No jak to po co? Zaraz sprawdzimy twoje umiejętności. Jeżeli przygotujesz drinki tak jak trzeba, ten przesympatyczny barman o imieniu Jerry porozmawia o tobie z szefem, a jeżeli przygotujesz złe drinki to będziesz musiała sama je wypić .
-Pfff...- Dasz radę! Dasz radę! Powtarzałam to sobie niczym mantrę. Przeskoczyłam i podjęłam wyzwanie!
-Na początek coś prostego! Podaj mi jeszcze raz to samo!
-Jacka Danielsa, to proste!- Nalałam bursztynowego płynu do szklaneczki i podałam ją Leo.
Spróbował i się uśmiechnął.
-Całkiem nieźle Ci  poszło, ale spróbuj zarobić na napiwek- wyszczerzył zęby jeszcze bardziej w cwaniackim uśmiechu.
-Czy podać Ci coś jeszcze Skarbie?- zapytałam przesadnie niskim i zachrypłym głosem, który w moim odczuciu miał był uwodzicielski i kuszący.
-Indianapolis
-Och kotku, na pewno nie chcesz znów whiskey? Mieszanie to niezbyt dobry pomysł.- Co to do diabła jest Indianapolis??
-Nie, mam mocną głowę. Mieszanie nie zrobi mi krzywdy.
-Ale ja zrobię! Poddaję się!
-A więc przegrałaś. Ale za przegraną miałaś wypić swój drink, a ty go nawet nie przygotowałaś. Co teraz?
- Możemy zagrać w pięć pytań.
-Zgoda, ale mogę pytać o wszystko, a ty na wszystko odpowiesz szczerze.
-Zgoda, jeśli zadziała to również w drugą stronę.
-Zawsze.
Udaliśmy się w najgłębszy i najbardziej wyludniony kącik sali. Usiedliśmy na czerwonych pikowanych kanapach ustawionych naprzeciwko siebie. Pomiędzy nimi stał kawowy czarny stolik a na nim stalowa popielniczka, w której nadal tlił się niedopałek papierosa. Co za nora! A ja chciałam tu pracować? No dobra wypiłam trochę, to wszystko wina alkoholu, jak zawsze. Chwila... Czy ja sobie przypadkiem nie obiecywałam, że z alkoholem koniec? Niemożliwee... No cóż... Za późno...
-Kto zaczyna?- zapytałam.
-Oczywiście, że ja. To ty przegrałaś.
-A słyszałeś o dżentelmenach, którzy ustępują miejsca kobiecie?
-A kto widzi tu jakiegokolwiek dżentelmena?
-No dobra,  pytaj!
-Więc pytanie pierwsze: Często całujesz nieznajomych?
-Serio? Wracamy do tamtej nocy?
-Miało być szczerze i o wszystko.
-Racja, w takim razie szczerze. Byłeś pierwszym, którego pocałowałam, nie znając wcześniej choćby imienia.
-Spisałem się?
-Tak, masz całkiem fajne imię- Leo zaśmiał się, a z ukrycia wyłonił się dołeczek w jego policzku. - Teraz moja kolej!  Zawsze zabierasz nieznajome dziewczyny do swojego łóżka?
-Co to za dziwne pytanie? Jak bardzo nieznajome?
-Świntuszysz, czy tylko mi się wydaje? Takie, które wcześniej nie powiedziały ci jak mają na imię.
-Uuuu... Takich to mam akurat na pęczki. Zwykle nawet ściągają majtki jeszcze w aucie, ale nie zabieram ich do swojego łóżka.
-Zbok! Miało być szczerze, zdaje się.
-No dobra. Byłaś pierwszą, której imienia nie znałem.
-Chcesz mi tym zaimponować?
-Skądże! Po prostu kupiłem nowe łóżko. - Wybuchłam śmiechem zasłaniając usta dłonią.
-Pytaj dalej.
-Druga runda. Miejsce, do którego chciałabyś pojechać najbardziej ze wszystkich?
-Hmmm.... Wiem, że stwierdzisz, że to okropny banał, ale chciałabym pojechać do Francji do Paryża. Klimat tam jest taki przyjemny. Wszędzie oczekuje się romansu i wogóle jest jakoś tak sielsko . Tam jest po prostu pięknie, a jedzenie jest fantastyczne. Miło wspominam Paryż.
-Byłaś tam i chcesz tam wrócić? Zazwyczaj wymarzonym miejscem jest to gdzie jeszcze nas nie było.
-Jestem dość skomplikowana. Dobra, wiesz, że mnie wylali, ale ja nie wiem kompletnie nic o Tobie. Gdzie pracujesz?
-Jestem mechanikiem, ale czasami dorabiam w dość niekonwencjonalny sposób.
-Jesteś męską prostytutką?! Dlatego powiedziałeś, że dziewczyny, no wiesz... już w samochodzie.
-Nie, to zupełnie nie to. -Najpierw zaskoczony, Leo parsknął śmiechem.  Zaliczam to jakie twoje trzecie pytanie!
- Ale jesteś niemiły. "Zaliczaj" sobie dalej.- Pokazałam mu język i udawałam obruszoną.
-A moje trzecie pytanie brzmi: Dlaczego tak miło wspominasz Paryż?
- Miałam wtedy siedem może osiem lat i byliśmy tam razem z mamą i z tatą. Cała trójka razem. Wspaniałe wakacje, jakiś czas później, właściwie nie więcej niż pół roku zostałyśmy z mamą tylko we dwie. Od kiedy tata się wyprowadził już nie było tak samo. i tak wiem liczyłeś na jakąś pikantną historię o moim gorącym romansie w Paryżu.
-No pewnie. Byłaś bardzo z nim związana, z twoim tatą?
-To twoje czwarte pytanie.
-Wiem.
- Byliśmy strasznie związani. Mama zawsze zachowywała dystans, podchodziła do wszystkiego dość chłodno. Oczywiście nie była nie wiadomo jak oziębła, ale nie mogła równać się z tatą. Mówiłam, że jestem inna. Podczas, gdy zazwyczaj dziewczyny bardziej przywiązane są do mamy, ja wołałam spędzać czas z tatą. Miałam wrażenie, że tylko on jest w stanie mnie zrozumieć. Jestem na niego wściekła, że nie wziął mnie ze sobą! - w tej chwili na mojej twarzy miał ukazać się cień uśmiechu- A ty? Wydajesz się być strasznie związany z Posie. Dlaczego?
- To moja młodsza siostra, to normalne.
-Ale jest między wami ogromna różnica wieku. Nie dogadywałbyś się lepiej z Monicą?
-Wiadomość o tym, że na świat ma przyjść Posie było dla nas ogromną niespodzianka. Nikt nie spodziewał się nowego członka rodziny w tamtym czasie. Jest rozpieszczanym dzieckiem, bo kiedy otrząsnęliśmy się z pierwszego szoku zrozumieliśmy, że jest jak jakiś wspaniały prezent- w jego spojrzeniu dało się dostrzec nostalgię i zalążek smutku- cieszę się, że wszystko się tak potoczyło, co prawda mogłoby być lepiej, ale tak też jest świetnie.
Kiedy tak słuchałam jego opowieści, leżałam na złożonych ramionach opartych na blacie, wpatrzona w niego  i rozpływałam się pod wpływem jego tembru głosu przebijającego się w tłocznym i gwarnym klubie.
-Uwielbiam patrzeć jak razem spędzacie czas to strasznie przypomina mi moje dzieciństwo z tatą- jego intensywne lazurowe spojrzenie skupiło się na moich ustach- Ale nasza rozmowa potoczyła się tak daleko, a ty masz jeszcze jedno pytanie.
-Mogę Cie pocałować?- powiedział to na jednym oddechu, cały spięty, lekko łamiącym się pod koniec głosem.
Cały czas zszokowana jego pytaniem pokiwałam tylko głową. Leo przysunął się do mnie, położył mi dłoń na karku i przyciągnął do swoich ust. Pocałunek był zachłanny, jak gdyby był boją ratunkową dla Leo. Przez kilka minut rozkoszowałam się  pocałunkiem o smaku whiskey i mięty, kiedy gwałtownie się odsunęłam. Wręczyłam pieniądze, które obiecałam wciąż osłupiałemu moim zachowaniem  Leo i wybiegłam tłumacząc się krótko słowami, że nie powinniśmy byli tego robić. Spanikowana opuściłam klub  "Red Wine" i wróciłam do domu sama, chociaż tyle. Jednak finał tego wieczoru i tak ledwie pozwoli mi spojrzeć sobie w twarz. Czemu on chcę to tak strasznie skomplikować ?  


 No i wreszcie udało mi się znaleźć odrobinę czasu :) Muszę przyznać, że brak mi motywacji... Czy ktoś wogóle tutaj zagląda???

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Terapia "Shotowa".


* Rozdział XIV *



Jeżeli jest jego synem to raczej wie o zasadach jakich przestrzega Anthony Greg. Na przykład niezałatwianie spraw biznesowych na wydawanych przez siebie przyjęciach.

Nie rozumiem jednak po co zaprosił mnie mój szef. Stop! Nie! Oczywiście, że rozumiem o co mu chodziło. Musiałabym być patentowaną idiotką by nie rozumieć. Chciał mnie zaciągnąć do łóżka. Nie mam jednak zielonego pojęcia czy to przez alkohol czy już od jakiegoś czasu o tym myślał.
 Głupia Anabelle!

Jeżeli Stuart i Greg się przyjaźnią tak jak mówił Cień, to wątpię w alkoholową teorię, choć z drugiej strony mógł liczyć na przychylność i przymrużenie oka jako przyjaciel.

Swoją drogą gdyby nie Cień, teraz miałabym do rozmyślania o o wiele poważniejszych rzeczach. Tak czy inaczej sytuacja w pracy ulegnie zmianie...

***

Oj uległa. Nawet w dramatycznym stopniu. W poniedziałek atmosfera była o wiele cięższa niż zwykle. Kiedy szłam w stronę swojego biurka, Diana którą mijałam posłała mi ciepły uśmiech, niedocierający do jej oczu. One wyrażały bardziej odległe od niego emocje. Tak jakby smutek, współczucie.

-Cześć Diana!- również się uśmiechnęłam
-Witaj Anabelle!
-Cos się stało?
-Och tak mi przykro.
-Ale o co ci chodzi?
-Pan Stuart czeka na Ciebie w biurze.

Skierowałam się więc w stronę jego gabinetu, mając nadzieję, że to wyjaśni sytuację.

Ta właśnie sytuacja stała się aż nazbyt jasna. Okazało się, że nie wykonuję dostatecznie dobrze swoich obowiązków, przez co przepadają ważne umowy, a to prowadzi do "zakończenia mojej historii w tej firmie".

Poczułam się jakbym zamiast słów otrzymała siarczysty policzek. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Wychodząc z jego gabinetu podążyłam w stronę swojego biurka. Spakowałam moje rzeczy do szarego kartonu. Kiedy skończyłam, zmierzając do wyjścia szłam wyprostowana i z uniesioną brodą, jak gdyby ta praca nic dla mnie nie znaczyła. Raz jeszcze uśmiechnęłam się do Diany.

Wsiadłam do samochodu i wyruszyłam w stronę domu, wybierając jak najbardziej okrężną drogę. Przez cały czas jechałam napięta jak struna.
Po zorientowaniu się, że mamy nie ma w domu, poszłam na górę pod prysznic. dopiero pod strumieniem ciepłej wody pozwoliłam opaść ramionom i łzom zmieszać się z wodą. Podminowana utratą pracy założyłam "piżamę na gorsze dni", czyli długie spodnie w szaro- czerwoną kratę z czarnymi elementami i koszulkę na długi rękaw z wizerunkiem Myszki Miki. Następnie zaległam na kanapie z półlitrowym opakowaniem lodów truskawkowo- czekoladowych. Banał? Być może, ale to naprawdę skuteczne.

O osiemnastej usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i okazało się, że odwiedziła mnie Posie ze swoim bratem.

-Hej! Poprosiłam Leo i zarezerwował nam bilety do kina.
-Cześć Posie! Strasznie Cię przepraszam, ale nie dam dziś rady. Miałam okropny dzień.
-W kinie nastrój Ci się poprawi.
-Nie, Posie. Innym razem...
-Mam pomysł!- nieoczekiwanie wtrącił Leo- Będę tu znowu za pół godziny, więc przebierz się i zrób wszystko to co robisz, gdy gdzieś wychodzisz. Kąpiel chyba masz już z głowy.

Dopiero wtedy przypomniałam sobie o moim wdzianku i braku makijażu.

 Po zatrzaśnięciu się za nimi drzwi stałam w miejscu przez kilka minut. Potem ruszyłam do swojego pokoju. Włożyłam czarny top odkrywający plecy i jeansy rurki. Do tego idealnie pasowały czarne szpilki. Wysuszyłam włosy i zrobiłam delikatny makijaż.

Leo zjawił się punktualnie. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się na to szaleństwo. Jeśli tak dalej pójdzie to skończę w kostnicy z kartką przywieszoną do stopy.

-Kolejny raz złamałam jej serce?- zadałam pytanie, kiedy wyjeżdżał z podjazdu. Leo na chwilę znieruchomiał i za moment znów był rozluźniony.
-Wytłumaczyłem jej, że pójdziecie kiedy indziej.
Nastało długie milczenie, którego już nie mogłam znieść.
-Dokąd właściwie jedziemy?- zapytałam
-Pozbyć się twojego smętnego nastroju.
-To znaczy?
-Zaufaj mi przynajmniej w tej kwestii i zdaj się na mnie.

Dziesięć minut później Leo zaparkował przed budynkiem baru z wielkim neonem "Red Wine".

-Gotowa?
-Tak tylko... Tak.
-Uśmiechnij się, bo nie wpuszczą takiego ponuraka- Leo wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu w żartobliwym uśmiechu, za co otrzymał sójkę w bok.

Weszliśmy do zapełnionego po brzegi i śmierdzącego dymem papierosowym lokalu. Powędrowaliśmy w stronę baru i usadowiliśmy się na wolnych stołkach.

- Co chcesz do picia?
-Obojętne, byle było mocne.
-No tak... - i znów ten uśmiech.
-Poproszę Jack'a Danielsa i sok pomarańczowy- zwrócił się do barmana
- Serio? Mówiłam, że chcę coś mocnego. Niekoniecznie chodziło mi o to, żeby było to sto procent naturalnego soku.
-Wiem to.
-I dlatego robisz mi na złość?
-Skąd pomysł, że ten pyszny stuprocentowy soczek jest dla ciebie?
-Racja Mądralo, ale jakoś głupio pić mi samej.
-Nie wiem czy już straciłaś wątek od samej atmosfery klubu czy co, ale przyjechałem samochodem. Swoim. Jako kierowca- Uniósł brwi .
-Zdaje się, że miałeś wyciągać mnie z dołka.
-Dlatego pozwalam Ci pic pod moją kontrolą.
-Że co proszę?
-Inaczej użalałabyś się w domu i dalej pożerałabyś te lody. Prowadząc taką terapię nie wbiłabyś się w te spodnie, a to byłaby wielka strata dla populacji mężczyzn. Terapia 'shot- owa" jest dla nich bezpieczniejsza.

Kolejny raz szturchnęłam go w bok.

-Auuć!- powiedział udając, że go to zabolało.
-Zasłużyłeś! No, a teraz zamów coś normalnego do picia. Zapłacę za taksówkę, a twoje cacuszko postoi na parkingu przez noc.
-Cacuszko? Jaka pani uprzejma- uśmiechnął się i za chwilę wołał już  barmana, by złożyć nowe zamówienie.
Kilka kolejek później próbował wyciągnąć mnie na parkiet.
-No chodź, szybko. To moja ulubiona piosenka.
-Co to?- zapytałam, ponieważ nie mogłam rozróżnić słów płynących z głośników nie będących już w najlepszym stanie.
-Nie znam nazwy, ale wiem, że to moja ulubiona piosenka i już- usta rozciągnął w cwaniackim uśmiechu.
-No już dobrze, ale wiem, że  nigdy wcześniej nie słyszałeś tej piosenki
-Jeszcze mi za to podziękujesz.
-Za co?
-Za to, że dbam o twoje jeansy- Zaowocowało to wybuchem śmiechu nas obojga.

Po kilku piosenkach znów opadliśmy na stołki barowe, Leo wykonał jeszcze jeden telefon  i zaczęliśmy rozmawiać trochę bardziej poważnie. 

 Nareszcie dodałam kolejny rozdział ;) Te upalne dni kompletnie pozbawiły mnie pomysłów, ale w końcu spięłam się, przysiadłam i zaczęłam pisać ;) Jutro rozpoczęcie roku, więc piszcie jak minęły wam wakacje ( oczywiście oprócz tego, że niesamowicie szybko) ;) No właśnie, cieszycie się, że już idziemy do szkoły, czy tak jak ja chętnie posiedzielibyście jeszcze trochę w domu?