niedziela, 26 kwietnia 2015

Pójdziemy do ZOO?


* Rozdział X *



W pokoju rozległ się wrzask budzika. Było pięć minut przed siódmą, ale ja nie spałam juz od jakiejś godziny. Denerwowałam się dzisiejszym dniem. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki.
Umyłam zęby, nałożyłam cienką warstwę podkładu, zrobiłam delikatne kreski eyelinerem. Usta podkreśliłam nieco wyraźniejszą pomadką, ale jej kolor był jeszcze w granicy wyglądu w pracy.
Włosy upięłam w ciasny kok. Na pierwszy dzień w nowej pracy wybrałam beżową spódnicę do kolan, w którą wpuściłam szmaragdową, elegancką koszulę. Całość dopełniły beżowe szpilki od Jimmy' ego Choo. Dostałam je od Ian'a i Kimberly, i traktowałam jak talizman. Zresztą Kim też, ponieważ pożyczała je, kiedy tylko miała załatwić coś bardzo ważnego.

O ósmej stałam przed frontowymi drzwiami do budynku banku Jack Stuart Company.
Dzień pracy upłynął w dość miłej atmosferze, ale może to dlatego, że był moim pierwszym. Poznałam Dianę. Pracowała w recepcji i wydawała się bardzo sympatyczna. Była blondynką średniego wzrostu. Miała na sobie dopasowaną sukienkę, która uwydatniała jej krągłości. Zamieniłam z nią kilka zdań, a później umówiłyśmy się na lunch.
Mój szef był dojrzałym mężczyzną koło sześćdziesiątki. Wyglądał dobrze jak na swój wiek, był wysoki i miał przystojną twarz. Jednak miał w sobie coś, co niepokojąco kojarzyło mi się z kimś kogo już wcześniej widziałam, tylko  nie pamiętałam kim była ta osoba. Może po prostu pomyliło mi się wszystko i chodziło o jakiegoś aktora? Kolejną rzeczą, która trochę niepokoiła mnie w jego zachowaniu to fakt, iż nazbyt mi pomagał. Nie, wpadam w paranoję. Pomagał mi, bo to mój pierwszy dzień, a ja muszę nauczyć się funkcjonować tu jak najlepiej.

W ciągu kolejnych trzech tygodni przekonałam się, że ten brak natłoku zadań był tylko "na pokaz" pierwszego dnia, żebym nie uciekła z krzykiem. Całe osiem godzin istnej harówki. To znaczy nie miałam okazji spróbować pracy jako górnik czy pracy na budowie, ale moja była bardziej wyczerpująca niż można by się spodziewać. Lunch zawsze spędzałam w towarzystwie Diany. Okazało się, że studiowałyśmy na tym samym uniwersytecie. Prezes nie był aż tak natarczywie pomocny, ale miał jakieś dziwne zapędy. Często patrzył się na mój tyłek, kiedy kręciłam się po jego gabinecie i "przypadkiem" dotykał mnie kiedy pomagał przy szukaniu dokumentów. Ponadto kiedy przychodziłam do pracy oraz, gdy z niej wychodziłam czułam, że ktoś mnie obserwuje.
Wróciłam do domu około siedemnastej. przebrałam się w strój do biegania i wyruszyłam na przebieżkę. Przebiegłam przez cały Park Centralny, w międzyczasie wykonałam kilka skłonów i przysiadów. Przez cały czas czułam na sobie czyjś wzrok. Ten sam co podczas wypraw do pracy. Kiedy dobiegłam do końca parku postanowiłam wstąpić do znajdującego sie niedaleko sklepu. Właśnie brałam wodę mineralną z półki, kiedy usłyszałam za plecami jak ktoś wykrzykuje moje imię. Odwróciłam się i dostrzegłam, że w moją stronę biegnie złotowłosa dziewczynka.
-Anabelle!
-Posie! Co ty tu robisz?
-Posie!- usłyszałam też niższy męski głos i przede mną pojawił się Leo. - O! Anabelle, milo Cię widzieć.
-Cześć.
-Pójdziesz ze mną do ZOO?- zapytała wesoło Posie.
- Och. To miłe, że mnie zapraszasz, ale nie wiem czy dam radę znaleźć dziś czas.
-Nie, nie chodzi mi o dzisiaj, tylko w sobotę. Leo i Monica nie chcą mnie tam zabrać. Twierdzą, że zwierzaki mogę sobie pooglądać na komputerze, bo  nie chce im się tyle chodzić.
-jeżeli w sobotę, to nie mam nic przeciwko. Dawno nie byłam w ogrodzie zoologicznym.
-Hurra! Dziękuję! Dziękuję!
-Gdzie się spotkamy?- zapytałam.
-Mieszkamy dwie przecznice stąd. Przyjdź i stamtąd pójdziecie razem- odparł Leo.
-Tak więc do soboty. Pa- pomachałam im i powędrowałam w stronę kasy.
-Do zobaczenia- odpowiedziała uradowana Posie.

Po powrocie do domu zrobiłam sobie omlet z pieczarkami na kolację. Mama też dopiero co  wróciła. Przysiadła się do mnie i zamieniłyśmy kilka słów, tak jak to robi matka z licealistą. Wyglądało to tak, że ona zadawała pytania składające się  ze zdań złożonych, a ja udzielałam wyczerpującej odpowiedzi w postaci słów "tak" lub "nie".
Posprzątałam po sobie i poszłam wziąć kąpiel z bąbelkami. Ukryłam się w pianie pachnącej olejkiem jaśminowym. Ostatnio częściej brałam odprężające kąpiele po stresującym dniu w banku. Kłamca! Zawsze bardziej wolałam leżakowanie w wannie, niż kilkuminutowy pobyt pod natryskiem.
Sprawdziłam szybko skrzynkę mailową. Kilka reklam, jeden od Diany, która miała być dzisiaj na zakupach i obiecała mi przysłać zdjęcie sukienki kupionej na jutrzejszy uroczysty obiad u rodziców jej chłopaka. Był też jeden od Marcusa. Zaczynał mnie denerwować. Tyle tygodni przerwy i później wszystko się posypało.
W temacie napisał: Dałem Ci bardzo wiele, oczekiwałem za to tylko małej przysługi. Nie pomogłaś mi...
W środku znajdowało się mnóstwo załączników wypchanych tonami zeskanowanych rachunków. Przyjrzałam się im dokładniej. Czemu wcześniej nie wpadłam na to, że właśnie o to mu chodzi? Nie zgadzałam się jedynie z odsetkami. Miałam problem ze zgromadzeniem tamtej kwoty, a co dopiero mówić o tak gigantycznych odsetkach. Tym razem nic mu nie odpisywałam.
Położyłam się do łóżka i po raz kolejny zaczęłam czytać "Anię z Zielonego Wzgórza". Lubiłam czytać tą książkę. Biorąc pod uwagę wygląd to ja i Ania niewiele się różniłyśmy. Lucy Maud Montgomery napisała tą książkę w tak magiczny sposób, że chciałam do niej wracać bez względu na wiek. Historia Ani Shirley bawiła mnie i rozluźniała. Po kilkunastu stronach zasnęłam. 


niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozmyślania.


* Rozdział IX *



   Sen z powiek spędzały mi myśli, co właściwie się stało. Myśli o Leo. Czy był jednym z Nich? A jeżeli nawet nie, to co takiego robił wtedy przy moim łóżku? Czego chciał? Myślałam o tym jak zdenerwowana byłam wracając z plaży, o tym jak mogłam być taka nieodpowiedzialna, o tym jak jego ciało pachniało cedrem, kiedy tańczyliśmy. STOP ANABELLE! Co chwila moje myśli zbiegały niepokojąco na ten tor. To głupie. Zaczynam zachowywać się jak jakaś nastolatka. Nie rozumiem tego co się ze mną dzieje. To zupełnie traci sens. Nie mogłabym się w kimś zakochać po ostatnich wydarzeniach. Tym bardziej, że ten facet skrywa coś w sobie, a ja nie jestem pewna, czy powinnam się tego obawiać. Boję się, że to co skrywa wiąże się z tym co zachwiało moim życiem nie tak dawno temu. Leżałam i wbijałam wzrok w sufit, tak jak gdyby miał mi udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania. W końcu zasnęłam.

   Następnego ranka obudziłam się, wyglądając przy tym jak zombie. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu. Były trzy wiadomości:

"Gdzie Ty się do cholery podziewasz" od mamy. Pewnie była tak zajęta swoim życiem, że nie zdołała zauważyć, że wczoraj wróciłam i później znów wyszłam. Właściwie to dało mi satysfakcję. Umiałam wyjść z domu niezauważalnie. Przybiłam sobie piątkę w myślach.

"Szybko, opowiadaj jak poszło z tym Lazurowym Przystojniakiem. Ja i Ian pękamy z ciekawości." od mojej niezastąpionej przyjaciółki.  Swoją drogą ciekawość mają w genach.
Nijak wpisałam, ale skasowałam od razu i wysłałam "Ma cudowną siostrzyczkę." Uznałam, że tym nie skłamię, a przy okazji nie zmartwię moich przyjaciół.

   Trzecią wiadomość otrzymałam od Marcusa. Nie wiem, co się z nim dzieje. Nagle zachciało mu się ze mną pisać? Długo zastanawiałam się co zrobić z wiadomością. Postanowiłam, że przeczytam ją później. Teraz ciszę w moim pokoju wypełniały odgłosy mojego burczącego brzucha.

    Zeszłam na dół do kuchni w swojej limonkowej piżamce z naszytym, na klatce piersiowej, szarym kotkiem. Przygotowałam sobie tosty z serem i szynką oraz herbatę Earl Grey.
Właśnie rozkoszowałam się smakiem chrupiącej kanapki, kiedy rozdzwonił się mój telefon. Przełknęłam szybko, widząc numer banku, w którym miałam nadzieję pracować.

- Halo- powiedziałam i nagle poczułam, że to mało rozgarnięte tak zaczynać rozmowę, z kimś kto ma dać mi pracę.
-Anabelle Johnson?- usłyszałam z drugiej strony.
-Tak, przy telefonie.
-Chciałabym panią poinformować, że od przyszłego tygodnia zaczyna pani u nas pracę.
-Dziękuję, bardzo się cieszę. Do widzenia.
Zaczęłam się cieszyć jak głupia. I w końcu  dopadły mnie czarne myśli: A co jeśli sobie nie poradzę?

   Pobiegłam do sypialni, włożyłam wygodny dres. Z szafki nocnej wzięłam iPoda i wybrałam się na poranny jogging. Biegnąc do piosenki Fort Minor- Remember The Name, rozmyślałam o mnie i o Marcusie, zupełnie mimowolnie, bo przecież wspomnienia bolały.

***

-Nie chcę nawet o tym słyszeć!
-Ale zrozum, że to nic takiego.
-Czy ty słyszysz samego Siebie?!
-An, pomyśl tylko, przecież jest przyjacielem.
-Wyjdź! Nie chcę tego słuchać!
-Nie pamiętasz ile ja zrobiłem dla Ciebie?
-Wyjdź!

Wyszedł.
Nazajutrz Marcus przyszedł z bukietem róż i pudełeczkiem dojrzałych, pięknie czerwonych truskawek.

-Przepraszam, to było strasznie głupie z mojej strony. Byłem lekko podpity, wybacz mi, proszę.
-Nawet nie wiesz jak  strasznie źle się poczułam.
-Jeszcze raz, bardzo Cię przepraszam.
-No dobrze, nie gniewam się
-Ale?
-Skąd wziął Ci się taki pomysł?
-Nie mam pojęcia co strzeliło mi do głowy. To ten alkohol. Zawsze są z nim jakieś problemy.
-No już, przytul mnie teraz mocno i potrzebuję pomocy przy truskawkach.

Chwilę później zapomniałam o wydarzeniach ostatniego wieczora, topiąc się w uścisku Marcusa. Przytulał mnie do swojej piersi, a ja wodziłam dłonią po jego krótko przystrzyżonych włosach. Staliśmy tak wtuleni, kiedy nagle posadził mnie na wyspie kuchennej i obsypywał całe moje ciało pocałunkami. Od czasu, do czasu robił przerwę, żeby zatopić w moich ustach słodką truskawkę.

***

      Przypomniałam sobie o porannej wiadomości od mojego byłego chłopaka. Postanowiłam ostatecznie ją przeczytać.

"Niedługo się spotkamy. pamiętaj, że jesteś mi winna pieniądze, Suko." 

Od razu pożałowałam swojej decyzji. czułam się upokorzona, mimo iż tylko ja widziałam tę wiadomość, czułam jakby wymierzył mi policzek w obecności szerokiej publiczności. Ale tak naprawdę to co ja sobie niby wyobrażałam? Myślałam, że po tym co się stało zacznie mnie przepraszać? Mówić, że przemyślał wszystko i chcę naprawić sytuację między nami? Mogłam się domyślić, że zacznie dopominać się tych pieniędzy. Postanowiłam mu odpisać, choć powinnam go zignorować.

"Ty jesteś mi winien znacznie więcej. Zabiłeś Je..." 


niedziela, 12 kwietnia 2015

Festyn.


* Rozdział VIII *


W końcu nadeszło jutro....

Po przyrządzonym przez Ian'a śniadaniu pobiegłam do domu, ponieważ było już późno. Wychodząc zza rogu ulicy zauważyłam pożegnanie mamy i jej "przyjaciela" w dość mało nieznaczący nic sposób. Odczekałam chwilę, żeby odjechał i kiedy mama zniknęła za drzwiami frontowymi, ruszyłam. Pobiegłam prosto na górę do swojego pokoju.

 

Śledztwo Kimberly przed wczorajszymi zakupami źle na mnie podziałało i nic nie kupiłam. Po splądrowaniu garderoby, zdecydowałam się na kwiecistą sukienkę i białe conversy. Kiedy sięgałam żelazko, z półeczki wypadło zdjęcie przedstawiające mnie i Marcusa. Nie dziś- pomyślałam i zastanowiłam się co nasze wspólne zdjęcie robi jeszcze w mojej garderobie. Po wyprasowaniu sukienki i odwieszeniu jej na wieszak poszłam pod prysznic. Przez cały czas towarzyszył mi telefon z nadzieją, że ktoś z mojej (mam nadzieję) przyszłej pracy zadzwoni.

 

Po jakimś czasie miałam wyprostowane włosy, delikatny makijaż i zwiewną sukienkę. Właśnie wiązałam sznurówki, kiedy mój telefon zapiszczał na znak wiadomości sms. Automatycznie usunęłam ją, widząc, że jej nadawcą był Marcus. O co chodzi, wychodzę tylko na festyn, bo ktoś u kogo spędziłam noc, mnie o to poprosił. To tylko zwykłe spotkanie. Trochę śmieszyły mnie te przypadki.

 

Po ponad trzydziestu minutach byłam już na plaży i napawałam wzrok atrakcjami przygotowanymi dla dzieci. Wszędzie pełno było dmuchanych zamków, zjeżdżalni, stoisk z watą cukrową, popcornem i lodami.

-Hej. Dzisiaj przyszłaś- usłyszałam wesoły głos za plecami.

-Hej. Tak, dzisiaj odważyłam się przyjść. Chyba jestem fanką piosenki o biedronkach.

- O kurczę, nie sądziłem, że potraktujesz to tak poważnie. Nie wiem czy mają takie w repertuarze- mówił z całą powagą i nagle wybuchnął śmiechem. Śmiałam się razem z nim, trzymając się pod boki.

-Myślę, że jakoś zniosę brak tej piosenki.

-Leo! Leo, tu jesteś!- po chwili dobiegło mnie piskliwe wołanie, a  po kolejnej   widziałam jak Leo kręci małą dziewczynką w powietrzu wokół własnej osi.

-Anabelle, to jest Posie, gwiazda tego popołudnia- przedstawił mi serdecznie swoją siostrę, po tym jak odstawił ją na ziemię - Posie, to jest Anabelle, to ona spała wtedy u mnie.

Zrobiłam wielkie oczy na kwestię To Ona Spała Wtedy U Mnie, ale szybko wyciągnęłam rękę w kierunku dziewczynki.

-Cześć- powiedziała nieśmiało, również wyciągając rączkę w moją stronę, ale cały czas wpatrzona była w czubeczki swoich balerinek.

-Kto ma ochotę na lody?- zapytał w końcu Leo, przerywając tym samym niezręczną ciszę.

-Ja! Ja! Ja!- wykrzykiwała Posie, a kiedy spoglądała na swojego brata, zauważyłam błysk w błękitnych oczkach.

Posie wyglądała jak aniołek. Miała na sobie błękitną sukienkę, a jej złociste loczki spływały do połowy szczupłych pleców. Kiedy przywykła do mojej obecności opowiadała o sobie i o tym jak długo ćwiczyła przed dzisiejszym występem. Dowiedziałam się, że ma siedem lat i trzy razy w tygodniu uczęszcza na lekcje gry na pianinie. Mówiła, że utwór, który niebawem przedstawi, jest jej ulubionym. Jednak nie zdradziła mi tytułu, ani powodu dlaczego jest dla niej taki ważny. Bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało. Kiedy odprowadziliśmy ją pod scenę, żeby przećwiczyła jeszcze kilka razy piosenkę, Leo kazał mi chwilkę zaczekać, podczas gdy on poszedł z nią za kulisy. Po kilku minutach wrócił i zajęliśmy miejsca w oczekiwaniu na pokaz Posie.

Na scenie pojawił się złotowłosy aniołek. Dziewczynka zadedykowała swój występ Wszystkim, Którzy Jej Pomogli. W tamtej chwili pomyślałam, że chodzi o pomoc w przygotowaniach do pokazu. Kilka minut później z pianina wydobywała się melodia Birdy - People Help The People. Kiedy Posie skończyła grać i śpiewać czułam łzy napływające do oczu.  Dziewczynka zeszłą ze sceny, a Leo poprosił, żebym zaczekała tu na niego, ponieważ idzie odprowadzić ją do swojej drugiej siostry, która miała zabrać ją do domu.

 

Ucieszyłam się, bo nareszcie zostaliśmy sami i mogliśmy spokojnie porozmawiać. Pan Lazurowe Spojrzenie zabrał mnie na spacer po plaży.

-Nie uważasz, że twoja siostra jest jeszcze za mała, żeby przedstawiać mnie w taki sposób?

-A czy Anabelle oznacza coś nieprzyzwoitego?- zapytał żartując, za co dostał kuksańca w bok.

-Chodzi mi o to, że powiedziałeś To Ona Spała Wtedy U Mnie. To brzmi tak, jakbyś opowiadał siedmiolatce o wszystkich swoich podbojach erotycznych.

-Żartujesz? Moja starsza siostra chciała ją wtedy do mnie podrzucić, ale ty u mnie byłaś, a poza tym oboje byliśmy pijani. Właściwie ty byłaś całkowicie zalana. A tak poza tym "podboje erotyczne"? Do czego zmierzasz?

-Do tego, że tak jak wspominałeś byłam zalana. Wybacz, jeżeli dla Ciebie to cokolwiek znaczyło, ale ja nie wiedziałam co robię, a ty to wykorzystałeś. Nawet tego nie pamiętam.

-Jak możesz cokolwiek pamiętać, skoro między nami do niczego nie doszło?

-Nie wkręcaj mnie teraz. Napisałeś na karteczce, że byłam niesamowita.

Leo wybuchnął śmiechem. Trochę mnie to zirytowało, ponieważ wiedziałam, że na tym polu zawsze się sprawdzałam.

-Naprawdę myślisz, że chodziło o spanie ze sobą? Rozumiem wszystkie pasje i zainteresowania, ale nekrofilia  totalnie mi nie leży. Chodziło mi o to, że słyszałem o tym, że ludzie mówią przez sen, ale kiedy zajrzałem czy wszystko z Tobą w porządku, Ty.... ty recytowałaś Inwokację z Pana Tadeusza. Było w tym tyle symboliki, no i sam fakt, że w takiej sytuacji umiałaś wyrecytować to bez zająknięcia.

-Bardzo zabawne! Uśmiałam się po pachy- skwitowałam sarkastycznie- Przespaliśmy się ze sobą, trudno. Jakoś się z tym pogodziłam, chociaż to nie w moim stylu.

-Ja nie żartuję. Spałem na kanapie.

-Czyli nie spaliśmy ze sobą.- O witaj Godności!- O co chodziło Posie z dedykacją Dla Wszystkich, Którzy Jej Pomogli?

-Moja siostra jest chora i kilka tygodni temu, kiedy trafiła do szpitala, zorganizowaliśmy zbiórkę pieniędzy na leczenie jej- Leo natychmiast posmutniał. Za chwilę otrząsnął się i okrył mnie swoją flanelową koszulą w kratę, którą miał narzuconą na koszulkę, i która absolutnie nie pasowała do kwiatków na mojej sukience, ale nie wybrzydzałam, ponieważ zrobiło mi się chłodno.- Koniec tego przesłuchania! Wracamy, bo rozpalili już ognisko. Mam nadzieje, że bez alkoholu też potrafisz tańczyć.

-Pff... No pewnie.

 

Właśnie tańczyliśmy do piosenki Tiësto & KSHMRfeat. Vassy - Secrets, kiedy coś do mnie dotarło.

-W jakim szpitalu twoja siostra była kilka tygodni temu?- zapytałam.

-W Zachodnim- odpowiedział niepewnie- Dlaczego pytasz?

-Pamiętam Cię. Byłeś wtedy w mojej sali.- odparłam głosem drżącym od strachu.- Muszę już wracać. Nie wiem dlaczego tam byłeś, ale nie zbliżaj się do mnie, proszę.- Rzuciłam mu koszulę i pobiegłam w stronę domu. W oddali słyszałam, że próbuje mnie wołać, ale zignorowałam to.

W drodze do domu dręczyły mnie pytania: Co robił przy moim szpitalnym łóżku? Czego chciał?

A  co jeżeli jest jednym z Nich? Nie pamiętam ilu ich było, ani jak wyglądali. Było ciemno.....