*** Rozdział XV ***
-I ten sześćdziesięcioletni fiut tak po prostu mnie wywalił, rozumiesz?
-Nie rozumiem jego zachowania, ale twoje wzburzenie jak
najbardziej- I znów uśmiech w stylu "jestem taki pewny siebie"
-Ale jak on mógł to zrobić??
-Dupek z niego i już
-Ale wywalił mnie bo nie przespałam się z nim, a nie ze
względu na nie wykonywanie obowiązków!
-Wierzę Ci. Na pewno znajdziesz jeszcze jakąś dobrą pracę.
-O no pewnie! Ale ja potrzebuję pieniędzy. Teraz!!
- Masz długi? Niezapłacony mandat? Czy okropnie wielką
rodzinę, dla której musisz kupić gwiazdkowe prezenty?
-Nie mam ani długów, ani niezapłaconego mandatu!- no bo
właściwie nie mam długów, co tam pogróżki Marcusa, pfff...- Jeśli zaś chodzi o
rodzinę to w sumie nie jest jakaś super wielka. Chodzi mi raczej o to, że życie
tutaj nie należy do najtańszych, zresztą przecież wszędzie tak jest.
-Hej! Zaczynasz filozofować i przerażasz mnie tym, że życie
nie jest tanie!- Trzy...Dwa...Jeden... Szeroki uśmiech.
-Oj weź!- to musiało się skończyć żartobliwą sójką w bok-
Wiem!- Uwaga, uwaga Anabelle oświeciło.- Będę pracować tutaj! Co jest trudnego
w byciu barmanką?
-Musisz..
-No wiem, ładnie wyglądać, ale nie jestem przecież taka
brzydka. Trochę różu na policzki i innych magicznych substancji, które stworzą
ekstra ślicznotkę. I tak, wiem, jestem cholernie narcystyczna, ale tylko dzięki
Jackowi Danielsowi.
-Chodziło mi raczej o to, że musisz..- znów mu przerwałam
-No wiem, krzątać się po sali seksownie kręcąc biodrami, ale
przecież to dosyć proste.
-Potrzebna jest też umiejętność sporządzania drinków jak
sądzę.
-Racja, ale to też nie może być trudne. Dam sobie z tym
radę.
-Założymy się?
-Nie wierzysz w moje umiejętności??
-W dwa pierwsze punkty już wierzę, ale ten trzeci..
-Niestety nie mamy tego jak sprawdzić...- udawałam, że strasznie
mi z tego powodu smutno. Kłamczucha! Doskonale zdawałam sobie sprawę, że zwykła
szkocka z lodem będzie trudnością, ale brnęłam dalej
-Barman!- wrzasnął mój kompan, po czym zaczął szeptać w
stronę barmana, niestety przez głośną muzykę nie zdołałam usłyszeć o czym
rozmawiają. "Na szczęście"
zaraz się dowiedziałam.- No przeskakuj przez bar.
-Po co?
-No jak to po co? Zaraz sprawdzimy twoje umiejętności.
Jeżeli przygotujesz drinki tak jak trzeba, ten przesympatyczny barman o imieniu
Jerry porozmawia o tobie z szefem, a jeżeli przygotujesz złe drinki to będziesz
musiała sama je wypić .
-Pfff...- Dasz radę! Dasz radę! Powtarzałam to sobie niczym
mantrę. Przeskoczyłam i podjęłam wyzwanie!
-Na początek coś prostego! Podaj mi jeszcze raz to samo!
-Jacka Danielsa, to proste!- Nalałam bursztynowego płynu do
szklaneczki i podałam ją Leo.
Spróbował i się uśmiechnął.
-Całkiem nieźle Ci
poszło, ale spróbuj zarobić na napiwek- wyszczerzył zęby jeszcze
bardziej w cwaniackim uśmiechu.
-Czy podać Ci coś jeszcze Skarbie?- zapytałam przesadnie
niskim i zachrypłym głosem, który w moim odczuciu miał był uwodzicielski i
kuszący.
-Indianapolis
-Och kotku, na pewno nie chcesz znów whiskey? Mieszanie to
niezbyt dobry pomysł.- Co to do diabła jest Indianapolis??
-Nie, mam mocną głowę. Mieszanie nie zrobi mi krzywdy.
-Ale ja zrobię! Poddaję się!
-A więc przegrałaś. Ale za przegraną miałaś wypić swój
drink, a ty go nawet nie przygotowałaś. Co teraz?
- Możemy zagrać w pięć pytań.
-Zgoda, ale mogę pytać o wszystko, a ty na wszystko
odpowiesz szczerze.
-Zgoda, jeśli zadziała to również w drugą stronę.
-Zawsze.
Udaliśmy się w najgłębszy i najbardziej wyludniony kącik
sali. Usiedliśmy na czerwonych pikowanych kanapach ustawionych naprzeciwko
siebie. Pomiędzy nimi stał kawowy czarny stolik a na nim stalowa popielniczka,
w której nadal tlił się niedopałek papierosa. Co za nora! A ja chciałam tu
pracować? No dobra wypiłam trochę, to wszystko wina alkoholu, jak zawsze. Chwila...
Czy ja sobie przypadkiem nie obiecywałam, że z alkoholem koniec? Niemożliwee...
No cóż... Za późno...
-Kto zaczyna?- zapytałam.
-Oczywiście, że ja. To ty przegrałaś.
-A słyszałeś o dżentelmenach, którzy ustępują miejsca
kobiecie?
-A kto widzi tu jakiegokolwiek dżentelmena?
-No dobra, pytaj!
-Więc pytanie pierwsze: Często całujesz nieznajomych?
-Serio? Wracamy do tamtej nocy?
-Miało być szczerze i o wszystko.
-Racja, w takim razie szczerze. Byłeś pierwszym, którego
pocałowałam, nie znając wcześniej choćby imienia.
-Spisałem się?
-Tak, masz całkiem fajne imię- Leo zaśmiał się, a z ukrycia
wyłonił się dołeczek w jego policzku. - Teraz moja kolej! Zawsze zabierasz nieznajome dziewczyny do
swojego łóżka?
-Co to za dziwne pytanie? Jak bardzo nieznajome?
-Świntuszysz, czy tylko mi się wydaje? Takie, które
wcześniej nie powiedziały ci jak mają na imię.
-Uuuu... Takich to mam akurat na pęczki. Zwykle nawet
ściągają majtki jeszcze w aucie, ale nie zabieram ich do swojego łóżka.
-Zbok! Miało być szczerze, zdaje się.
-No dobra. Byłaś pierwszą, której imienia nie znałem.
-Chcesz mi tym zaimponować?
-Skądże! Po prostu kupiłem nowe łóżko. - Wybuchłam śmiechem
zasłaniając usta dłonią.
-Pytaj dalej.
-Druga runda. Miejsce, do którego chciałabyś pojechać
najbardziej ze wszystkich?
-Hmmm.... Wiem, że stwierdzisz, że to okropny banał, ale
chciałabym pojechać do Francji do Paryża. Klimat tam jest taki przyjemny.
Wszędzie oczekuje się romansu i wogóle jest jakoś tak sielsko . Tam jest po
prostu pięknie, a jedzenie jest fantastyczne. Miło wspominam Paryż.
-Byłaś tam i chcesz tam wrócić? Zazwyczaj wymarzonym
miejscem jest to gdzie jeszcze nas nie było.
-Jestem dość skomplikowana. Dobra, wiesz, że mnie wylali,
ale ja nie wiem kompletnie nic o Tobie. Gdzie pracujesz?
-Jestem mechanikiem, ale czasami dorabiam w dość
niekonwencjonalny sposób.
-Jesteś męską prostytutką?! Dlatego powiedziałeś, że
dziewczyny, no wiesz... już w samochodzie.
-Nie, to zupełnie nie to. -Najpierw zaskoczony, Leo parsknął
śmiechem. Zaliczam to jakie twoje
trzecie pytanie!
- Ale jesteś niemiły. "Zaliczaj" sobie dalej.-
Pokazałam mu język i udawałam obruszoną.
-A moje trzecie pytanie brzmi: Dlaczego tak miło wspominasz
Paryż?
- Miałam wtedy siedem może osiem lat i byliśmy tam razem z
mamą i z tatą. Cała trójka razem. Wspaniałe wakacje, jakiś czas później,
właściwie nie więcej niż pół roku zostałyśmy z mamą tylko we dwie. Od kiedy
tata się wyprowadził już nie było tak samo. i tak wiem liczyłeś na jakąś
pikantną historię o moim gorącym romansie w Paryżu.
-No pewnie. Byłaś bardzo z nim związana, z twoim tatą?
-To twoje czwarte pytanie.
-Wiem.
- Byliśmy strasznie związani. Mama zawsze zachowywała
dystans, podchodziła do wszystkiego dość chłodno. Oczywiście nie była nie
wiadomo jak oziębła, ale nie mogła równać się z tatą. Mówiłam, że jestem inna.
Podczas, gdy zazwyczaj dziewczyny bardziej przywiązane są do mamy, ja wołałam
spędzać czas z tatą. Miałam wrażenie, że tylko on jest w stanie mnie zrozumieć.
Jestem na niego wściekła, że nie wziął mnie ze sobą! - w tej chwili na mojej
twarzy miał ukazać się cień uśmiechu- A ty? Wydajesz się być strasznie związany
z Posie. Dlaczego?
- To moja młodsza siostra, to normalne.
-Ale jest między wami ogromna różnica wieku. Nie
dogadywałbyś się lepiej z Monicą?
-Wiadomość o tym, że na świat ma przyjść Posie było dla nas ogromną
niespodzianka. Nikt nie spodziewał się nowego członka rodziny w tamtym czasie.
Jest rozpieszczanym dzieckiem, bo kiedy otrząsnęliśmy się z pierwszego szoku
zrozumieliśmy, że jest jak jakiś wspaniały prezent- w jego spojrzeniu dało się
dostrzec nostalgię i zalążek smutku- cieszę się, że wszystko się tak potoczyło,
co prawda mogłoby być lepiej, ale tak też jest świetnie.
Kiedy tak słuchałam jego opowieści, leżałam na złożonych
ramionach opartych na blacie, wpatrzona w niego i rozpływałam się pod wpływem jego tembru głosu
przebijającego się w tłocznym i gwarnym klubie.
-Uwielbiam patrzeć jak razem spędzacie czas to strasznie
przypomina mi moje dzieciństwo z tatą- jego intensywne lazurowe spojrzenie
skupiło się na moich ustach- Ale nasza rozmowa potoczyła się tak daleko, a ty
masz jeszcze jedno pytanie.
-Mogę Cie pocałować?- powiedział to na jednym oddechu, cały
spięty, lekko łamiącym się pod koniec głosem.
Cały czas zszokowana jego pytaniem pokiwałam tylko głową. Leo
przysunął się do mnie, położył mi dłoń na karku i przyciągnął do swoich ust.
Pocałunek był zachłanny, jak gdyby był boją ratunkową dla Leo. Przez kilka
minut rozkoszowałam się pocałunkiem o
smaku whiskey i mięty, kiedy gwałtownie się odsunęłam. Wręczyłam pieniądze,
które obiecałam wciąż osłupiałemu moim zachowaniem Leo i wybiegłam tłumacząc się krótko słowami,
że nie powinniśmy byli tego robić. Spanikowana opuściłam klub "Red Wine" i wróciłam do domu sama,
chociaż tyle. Jednak finał tego wieczoru i tak ledwie pozwoli mi spojrzeć sobie
w twarz. Czemu on chcę to tak strasznie skomplikować ?
No i wreszcie udało mi się znaleźć odrobinę czasu :) Muszę przyznać, że brak mi motywacji... Czy ktoś wogóle tutaj zagląda???



