środa, 25 listopada 2015

Szalenie rozmowny rozdział ;)



 *** Rozdział XV ***


-I ten sześćdziesięcioletni fiut tak po prostu mnie wywalił, rozumiesz?
-Nie rozumiem jego zachowania, ale twoje wzburzenie jak najbardziej- I znów uśmiech w stylu "jestem taki pewny siebie"
-Ale jak on mógł to zrobić??
-Dupek z niego i już
-Ale wywalił mnie bo nie przespałam się z nim, a nie ze względu na nie wykonywanie obowiązków!
-Wierzę Ci. Na pewno znajdziesz jeszcze jakąś dobrą pracę.
-O no pewnie! Ale ja potrzebuję pieniędzy. Teraz!!
- Masz długi? Niezapłacony mandat? Czy okropnie wielką rodzinę, dla której musisz kupić gwiazdkowe prezenty?
-Nie mam ani długów, ani niezapłaconego mandatu!- no bo właściwie nie mam długów, co tam pogróżki Marcusa, pfff...- Jeśli zaś chodzi o rodzinę to w sumie nie jest jakaś super wielka. Chodzi mi raczej o to, że życie tutaj nie należy do najtańszych, zresztą przecież wszędzie tak jest.
-Hej! Zaczynasz filozofować i przerażasz mnie tym, że życie nie jest tanie!- Trzy...Dwa...Jeden... Szeroki uśmiech.
-Oj weź!- to musiało się skończyć żartobliwą sójką w bok- Wiem!- Uwaga, uwaga Anabelle oświeciło.- Będę pracować tutaj! Co jest trudnego w byciu barmanką?
-Musisz..
-No wiem, ładnie wyglądać, ale nie jestem przecież taka brzydka. Trochę różu na policzki i innych magicznych substancji, które stworzą ekstra ślicznotkę. I tak, wiem, jestem cholernie narcystyczna, ale tylko dzięki Jackowi Danielsowi.
-Chodziło mi raczej o to, że musisz..- znów mu przerwałam
-No wiem, krzątać się po sali seksownie kręcąc biodrami, ale przecież to dosyć proste.
-Potrzebna jest też umiejętność sporządzania drinków jak sądzę.
-Racja, ale to też nie może być trudne. Dam sobie z tym radę.
-Założymy się?
-Nie wierzysz w moje umiejętności??
-W dwa pierwsze punkty już wierzę, ale ten trzeci..
-Niestety nie mamy tego jak sprawdzić...- udawałam, że strasznie mi z tego powodu smutno. Kłamczucha! Doskonale zdawałam sobie sprawę, że zwykła szkocka z lodem będzie trudnością, ale brnęłam dalej
-Barman!- wrzasnął mój kompan, po czym zaczął szeptać w stronę barmana, niestety przez głośną muzykę nie zdołałam usłyszeć o czym rozmawiają. "Na szczęście"  zaraz się dowiedziałam.- No przeskakuj przez bar.
-Po co?
-No jak to po co? Zaraz sprawdzimy twoje umiejętności. Jeżeli przygotujesz drinki tak jak trzeba, ten przesympatyczny barman o imieniu Jerry porozmawia o tobie z szefem, a jeżeli przygotujesz złe drinki to będziesz musiała sama je wypić .
-Pfff...- Dasz radę! Dasz radę! Powtarzałam to sobie niczym mantrę. Przeskoczyłam i podjęłam wyzwanie!
-Na początek coś prostego! Podaj mi jeszcze raz to samo!
-Jacka Danielsa, to proste!- Nalałam bursztynowego płynu do szklaneczki i podałam ją Leo.
Spróbował i się uśmiechnął.
-Całkiem nieźle Ci  poszło, ale spróbuj zarobić na napiwek- wyszczerzył zęby jeszcze bardziej w cwaniackim uśmiechu.
-Czy podać Ci coś jeszcze Skarbie?- zapytałam przesadnie niskim i zachrypłym głosem, który w moim odczuciu miał był uwodzicielski i kuszący.
-Indianapolis
-Och kotku, na pewno nie chcesz znów whiskey? Mieszanie to niezbyt dobry pomysł.- Co to do diabła jest Indianapolis??
-Nie, mam mocną głowę. Mieszanie nie zrobi mi krzywdy.
-Ale ja zrobię! Poddaję się!
-A więc przegrałaś. Ale za przegraną miałaś wypić swój drink, a ty go nawet nie przygotowałaś. Co teraz?
- Możemy zagrać w pięć pytań.
-Zgoda, ale mogę pytać o wszystko, a ty na wszystko odpowiesz szczerze.
-Zgoda, jeśli zadziała to również w drugą stronę.
-Zawsze.
Udaliśmy się w najgłębszy i najbardziej wyludniony kącik sali. Usiedliśmy na czerwonych pikowanych kanapach ustawionych naprzeciwko siebie. Pomiędzy nimi stał kawowy czarny stolik a na nim stalowa popielniczka, w której nadal tlił się niedopałek papierosa. Co za nora! A ja chciałam tu pracować? No dobra wypiłam trochę, to wszystko wina alkoholu, jak zawsze. Chwila... Czy ja sobie przypadkiem nie obiecywałam, że z alkoholem koniec? Niemożliwee... No cóż... Za późno...
-Kto zaczyna?- zapytałam.
-Oczywiście, że ja. To ty przegrałaś.
-A słyszałeś o dżentelmenach, którzy ustępują miejsca kobiecie?
-A kto widzi tu jakiegokolwiek dżentelmena?
-No dobra,  pytaj!
-Więc pytanie pierwsze: Często całujesz nieznajomych?
-Serio? Wracamy do tamtej nocy?
-Miało być szczerze i o wszystko.
-Racja, w takim razie szczerze. Byłeś pierwszym, którego pocałowałam, nie znając wcześniej choćby imienia.
-Spisałem się?
-Tak, masz całkiem fajne imię- Leo zaśmiał się, a z ukrycia wyłonił się dołeczek w jego policzku. - Teraz moja kolej!  Zawsze zabierasz nieznajome dziewczyny do swojego łóżka?
-Co to za dziwne pytanie? Jak bardzo nieznajome?
-Świntuszysz, czy tylko mi się wydaje? Takie, które wcześniej nie powiedziały ci jak mają na imię.
-Uuuu... Takich to mam akurat na pęczki. Zwykle nawet ściągają majtki jeszcze w aucie, ale nie zabieram ich do swojego łóżka.
-Zbok! Miało być szczerze, zdaje się.
-No dobra. Byłaś pierwszą, której imienia nie znałem.
-Chcesz mi tym zaimponować?
-Skądże! Po prostu kupiłem nowe łóżko. - Wybuchłam śmiechem zasłaniając usta dłonią.
-Pytaj dalej.
-Druga runda. Miejsce, do którego chciałabyś pojechać najbardziej ze wszystkich?
-Hmmm.... Wiem, że stwierdzisz, że to okropny banał, ale chciałabym pojechać do Francji do Paryża. Klimat tam jest taki przyjemny. Wszędzie oczekuje się romansu i wogóle jest jakoś tak sielsko . Tam jest po prostu pięknie, a jedzenie jest fantastyczne. Miło wspominam Paryż.
-Byłaś tam i chcesz tam wrócić? Zazwyczaj wymarzonym miejscem jest to gdzie jeszcze nas nie było.
-Jestem dość skomplikowana. Dobra, wiesz, że mnie wylali, ale ja nie wiem kompletnie nic o Tobie. Gdzie pracujesz?
-Jestem mechanikiem, ale czasami dorabiam w dość niekonwencjonalny sposób.
-Jesteś męską prostytutką?! Dlatego powiedziałeś, że dziewczyny, no wiesz... już w samochodzie.
-Nie, to zupełnie nie to. -Najpierw zaskoczony, Leo parsknął śmiechem.  Zaliczam to jakie twoje trzecie pytanie!
- Ale jesteś niemiły. "Zaliczaj" sobie dalej.- Pokazałam mu język i udawałam obruszoną.
-A moje trzecie pytanie brzmi: Dlaczego tak miło wspominasz Paryż?
- Miałam wtedy siedem może osiem lat i byliśmy tam razem z mamą i z tatą. Cała trójka razem. Wspaniałe wakacje, jakiś czas później, właściwie nie więcej niż pół roku zostałyśmy z mamą tylko we dwie. Od kiedy tata się wyprowadził już nie było tak samo. i tak wiem liczyłeś na jakąś pikantną historię o moim gorącym romansie w Paryżu.
-No pewnie. Byłaś bardzo z nim związana, z twoim tatą?
-To twoje czwarte pytanie.
-Wiem.
- Byliśmy strasznie związani. Mama zawsze zachowywała dystans, podchodziła do wszystkiego dość chłodno. Oczywiście nie była nie wiadomo jak oziębła, ale nie mogła równać się z tatą. Mówiłam, że jestem inna. Podczas, gdy zazwyczaj dziewczyny bardziej przywiązane są do mamy, ja wołałam spędzać czas z tatą. Miałam wrażenie, że tylko on jest w stanie mnie zrozumieć. Jestem na niego wściekła, że nie wziął mnie ze sobą! - w tej chwili na mojej twarzy miał ukazać się cień uśmiechu- A ty? Wydajesz się być strasznie związany z Posie. Dlaczego?
- To moja młodsza siostra, to normalne.
-Ale jest między wami ogromna różnica wieku. Nie dogadywałbyś się lepiej z Monicą?
-Wiadomość o tym, że na świat ma przyjść Posie było dla nas ogromną niespodzianka. Nikt nie spodziewał się nowego członka rodziny w tamtym czasie. Jest rozpieszczanym dzieckiem, bo kiedy otrząsnęliśmy się z pierwszego szoku zrozumieliśmy, że jest jak jakiś wspaniały prezent- w jego spojrzeniu dało się dostrzec nostalgię i zalążek smutku- cieszę się, że wszystko się tak potoczyło, co prawda mogłoby być lepiej, ale tak też jest świetnie.
Kiedy tak słuchałam jego opowieści, leżałam na złożonych ramionach opartych na blacie, wpatrzona w niego  i rozpływałam się pod wpływem jego tembru głosu przebijającego się w tłocznym i gwarnym klubie.
-Uwielbiam patrzeć jak razem spędzacie czas to strasznie przypomina mi moje dzieciństwo z tatą- jego intensywne lazurowe spojrzenie skupiło się na moich ustach- Ale nasza rozmowa potoczyła się tak daleko, a ty masz jeszcze jedno pytanie.
-Mogę Cie pocałować?- powiedział to na jednym oddechu, cały spięty, lekko łamiącym się pod koniec głosem.
Cały czas zszokowana jego pytaniem pokiwałam tylko głową. Leo przysunął się do mnie, położył mi dłoń na karku i przyciągnął do swoich ust. Pocałunek był zachłanny, jak gdyby był boją ratunkową dla Leo. Przez kilka minut rozkoszowałam się  pocałunkiem o smaku whiskey i mięty, kiedy gwałtownie się odsunęłam. Wręczyłam pieniądze, które obiecałam wciąż osłupiałemu moim zachowaniem  Leo i wybiegłam tłumacząc się krótko słowami, że nie powinniśmy byli tego robić. Spanikowana opuściłam klub  "Red Wine" i wróciłam do domu sama, chociaż tyle. Jednak finał tego wieczoru i tak ledwie pozwoli mi spojrzeć sobie w twarz. Czemu on chcę to tak strasznie skomplikować ?  


 No i wreszcie udało mi się znaleźć odrobinę czasu :) Muszę przyznać, że brak mi motywacji... Czy ktoś wogóle tutaj zagląda???

2 komentarze:

  1. Tak! Ja tu zaglądam! Ale nie umiem konstruktywnie komentować i siedzę cicho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy komentarz jest dla mnie ważny, konstrukcja jest nie ważna ;)

      Usuń

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)