poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Terapia "Shotowa".


* Rozdział XIV *



Jeżeli jest jego synem to raczej wie o zasadach jakich przestrzega Anthony Greg. Na przykład niezałatwianie spraw biznesowych na wydawanych przez siebie przyjęciach.

Nie rozumiem jednak po co zaprosił mnie mój szef. Stop! Nie! Oczywiście, że rozumiem o co mu chodziło. Musiałabym być patentowaną idiotką by nie rozumieć. Chciał mnie zaciągnąć do łóżka. Nie mam jednak zielonego pojęcia czy to przez alkohol czy już od jakiegoś czasu o tym myślał.
 Głupia Anabelle!

Jeżeli Stuart i Greg się przyjaźnią tak jak mówił Cień, to wątpię w alkoholową teorię, choć z drugiej strony mógł liczyć na przychylność i przymrużenie oka jako przyjaciel.

Swoją drogą gdyby nie Cień, teraz miałabym do rozmyślania o o wiele poważniejszych rzeczach. Tak czy inaczej sytuacja w pracy ulegnie zmianie...

***

Oj uległa. Nawet w dramatycznym stopniu. W poniedziałek atmosfera była o wiele cięższa niż zwykle. Kiedy szłam w stronę swojego biurka, Diana którą mijałam posłała mi ciepły uśmiech, niedocierający do jej oczu. One wyrażały bardziej odległe od niego emocje. Tak jakby smutek, współczucie.

-Cześć Diana!- również się uśmiechnęłam
-Witaj Anabelle!
-Cos się stało?
-Och tak mi przykro.
-Ale o co ci chodzi?
-Pan Stuart czeka na Ciebie w biurze.

Skierowałam się więc w stronę jego gabinetu, mając nadzieję, że to wyjaśni sytuację.

Ta właśnie sytuacja stała się aż nazbyt jasna. Okazało się, że nie wykonuję dostatecznie dobrze swoich obowiązków, przez co przepadają ważne umowy, a to prowadzi do "zakończenia mojej historii w tej firmie".

Poczułam się jakbym zamiast słów otrzymała siarczysty policzek. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Wychodząc z jego gabinetu podążyłam w stronę swojego biurka. Spakowałam moje rzeczy do szarego kartonu. Kiedy skończyłam, zmierzając do wyjścia szłam wyprostowana i z uniesioną brodą, jak gdyby ta praca nic dla mnie nie znaczyła. Raz jeszcze uśmiechnęłam się do Diany.

Wsiadłam do samochodu i wyruszyłam w stronę domu, wybierając jak najbardziej okrężną drogę. Przez cały czas jechałam napięta jak struna.
Po zorientowaniu się, że mamy nie ma w domu, poszłam na górę pod prysznic. dopiero pod strumieniem ciepłej wody pozwoliłam opaść ramionom i łzom zmieszać się z wodą. Podminowana utratą pracy założyłam "piżamę na gorsze dni", czyli długie spodnie w szaro- czerwoną kratę z czarnymi elementami i koszulkę na długi rękaw z wizerunkiem Myszki Miki. Następnie zaległam na kanapie z półlitrowym opakowaniem lodów truskawkowo- czekoladowych. Banał? Być może, ale to naprawdę skuteczne.

O osiemnastej usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i okazało się, że odwiedziła mnie Posie ze swoim bratem.

-Hej! Poprosiłam Leo i zarezerwował nam bilety do kina.
-Cześć Posie! Strasznie Cię przepraszam, ale nie dam dziś rady. Miałam okropny dzień.
-W kinie nastrój Ci się poprawi.
-Nie, Posie. Innym razem...
-Mam pomysł!- nieoczekiwanie wtrącił Leo- Będę tu znowu za pół godziny, więc przebierz się i zrób wszystko to co robisz, gdy gdzieś wychodzisz. Kąpiel chyba masz już z głowy.

Dopiero wtedy przypomniałam sobie o moim wdzianku i braku makijażu.

 Po zatrzaśnięciu się za nimi drzwi stałam w miejscu przez kilka minut. Potem ruszyłam do swojego pokoju. Włożyłam czarny top odkrywający plecy i jeansy rurki. Do tego idealnie pasowały czarne szpilki. Wysuszyłam włosy i zrobiłam delikatny makijaż.

Leo zjawił się punktualnie. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się na to szaleństwo. Jeśli tak dalej pójdzie to skończę w kostnicy z kartką przywieszoną do stopy.

-Kolejny raz złamałam jej serce?- zadałam pytanie, kiedy wyjeżdżał z podjazdu. Leo na chwilę znieruchomiał i za moment znów był rozluźniony.
-Wytłumaczyłem jej, że pójdziecie kiedy indziej.
Nastało długie milczenie, którego już nie mogłam znieść.
-Dokąd właściwie jedziemy?- zapytałam
-Pozbyć się twojego smętnego nastroju.
-To znaczy?
-Zaufaj mi przynajmniej w tej kwestii i zdaj się na mnie.

Dziesięć minut później Leo zaparkował przed budynkiem baru z wielkim neonem "Red Wine".

-Gotowa?
-Tak tylko... Tak.
-Uśmiechnij się, bo nie wpuszczą takiego ponuraka- Leo wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu w żartobliwym uśmiechu, za co otrzymał sójkę w bok.

Weszliśmy do zapełnionego po brzegi i śmierdzącego dymem papierosowym lokalu. Powędrowaliśmy w stronę baru i usadowiliśmy się na wolnych stołkach.

- Co chcesz do picia?
-Obojętne, byle było mocne.
-No tak... - i znów ten uśmiech.
-Poproszę Jack'a Danielsa i sok pomarańczowy- zwrócił się do barmana
- Serio? Mówiłam, że chcę coś mocnego. Niekoniecznie chodziło mi o to, żeby było to sto procent naturalnego soku.
-Wiem to.
-I dlatego robisz mi na złość?
-Skąd pomysł, że ten pyszny stuprocentowy soczek jest dla ciebie?
-Racja Mądralo, ale jakoś głupio pić mi samej.
-Nie wiem czy już straciłaś wątek od samej atmosfery klubu czy co, ale przyjechałem samochodem. Swoim. Jako kierowca- Uniósł brwi .
-Zdaje się, że miałeś wyciągać mnie z dołka.
-Dlatego pozwalam Ci pic pod moją kontrolą.
-Że co proszę?
-Inaczej użalałabyś się w domu i dalej pożerałabyś te lody. Prowadząc taką terapię nie wbiłabyś się w te spodnie, a to byłaby wielka strata dla populacji mężczyzn. Terapia 'shot- owa" jest dla nich bezpieczniejsza.

Kolejny raz szturchnęłam go w bok.

-Auuć!- powiedział udając, że go to zabolało.
-Zasłużyłeś! No, a teraz zamów coś normalnego do picia. Zapłacę za taksówkę, a twoje cacuszko postoi na parkingu przez noc.
-Cacuszko? Jaka pani uprzejma- uśmiechnął się i za chwilę wołał już  barmana, by złożyć nowe zamówienie.
Kilka kolejek później próbował wyciągnąć mnie na parkiet.
-No chodź, szybko. To moja ulubiona piosenka.
-Co to?- zapytałam, ponieważ nie mogłam rozróżnić słów płynących z głośników nie będących już w najlepszym stanie.
-Nie znam nazwy, ale wiem, że to moja ulubiona piosenka i już- usta rozciągnął w cwaniackim uśmiechu.
-No już dobrze, ale wiem, że  nigdy wcześniej nie słyszałeś tej piosenki
-Jeszcze mi za to podziękujesz.
-Za co?
-Za to, że dbam o twoje jeansy- Zaowocowało to wybuchem śmiechu nas obojga.

Po kilku piosenkach znów opadliśmy na stołki barowe, Leo wykonał jeszcze jeden telefon  i zaczęliśmy rozmawiać trochę bardziej poważnie. 

 Nareszcie dodałam kolejny rozdział ;) Te upalne dni kompletnie pozbawiły mnie pomysłów, ale w końcu spięłam się, przysiadłam i zaczęłam pisać ;) Jutro rozpoczęcie roku, więc piszcie jak minęły wam wakacje ( oczywiście oprócz tego, że niesamowicie szybko) ;) No właśnie, cieszycie się, że już idziemy do szkoły, czy tak jak ja chętnie posiedzielibyście jeszcze trochę w domu?

1 komentarz:

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)