* Rozdział XIV *
Jeżeli jest jego synem to raczej wie o zasadach jakich
przestrzega Anthony Greg. Na przykład niezałatwianie spraw biznesowych na
wydawanych przez siebie przyjęciach.
Nie rozumiem jednak po co zaprosił mnie mój szef. Stop! Nie!
Oczywiście, że rozumiem o co mu chodziło. Musiałabym być patentowaną idiotką by
nie rozumieć. Chciał mnie zaciągnąć do łóżka. Nie mam jednak zielonego pojęcia
czy to przez alkohol czy już od jakiegoś czasu o tym myślał.
Głupia Anabelle!
Jeżeli Stuart i Greg się przyjaźnią tak jak mówił Cień, to
wątpię w alkoholową teorię, choć z drugiej strony mógł liczyć na przychylność i
przymrużenie oka jako przyjaciel.
Swoją drogą gdyby nie Cień, teraz miałabym do rozmyślania o
o wiele poważniejszych rzeczach. Tak czy inaczej sytuacja w pracy ulegnie
zmianie...
***
Oj uległa. Nawet w dramatycznym stopniu. W poniedziałek
atmosfera była o wiele cięższa niż zwykle. Kiedy szłam w stronę swojego biurka,
Diana którą mijałam posłała mi ciepły uśmiech, niedocierający do jej oczu. One
wyrażały bardziej odległe od niego emocje. Tak jakby smutek, współczucie.
-Cześć Diana!- również się uśmiechnęłam
-Witaj Anabelle!
-Cos się stało?
-Och tak mi przykro.
-Ale o co ci chodzi?
-Pan Stuart czeka na Ciebie w biurze.
Skierowałam się więc w stronę jego gabinetu, mając nadzieję,
że to wyjaśni sytuację.
Ta właśnie sytuacja stała się aż nazbyt jasna. Okazało się,
że nie wykonuję dostatecznie dobrze swoich obowiązków, przez co przepadają
ważne umowy, a to prowadzi do "zakończenia mojej historii w tej
firmie".
Poczułam się jakbym zamiast słów otrzymała siarczysty
policzek. Jednak nie dałam tego po sobie poznać. Wychodząc z jego gabinetu
podążyłam w stronę swojego biurka. Spakowałam moje rzeczy do szarego kartonu.
Kiedy skończyłam, zmierzając do wyjścia szłam wyprostowana i z uniesioną brodą,
jak gdyby ta praca nic dla mnie nie znaczyła. Raz jeszcze uśmiechnęłam się do
Diany.
Wsiadłam do samochodu i wyruszyłam w stronę domu, wybierając
jak najbardziej okrężną drogę. Przez cały czas jechałam napięta jak struna.
Po zorientowaniu się, że mamy nie ma w domu, poszłam na górę
pod prysznic. dopiero pod strumieniem ciepłej wody pozwoliłam opaść ramionom i
łzom zmieszać się z wodą. Podminowana utratą pracy założyłam "piżamę na
gorsze dni", czyli długie spodnie w szaro- czerwoną kratę z czarnymi
elementami i koszulkę na długi rękaw z wizerunkiem Myszki Miki. Następnie
zaległam na kanapie z półlitrowym opakowaniem lodów truskawkowo- czekoladowych.
Banał? Być może, ale to naprawdę skuteczne.
O osiemnastej usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i
okazało się, że odwiedziła mnie Posie ze swoim bratem.
-Hej! Poprosiłam Leo i zarezerwował nam bilety do kina.
-Cześć Posie! Strasznie Cię przepraszam, ale nie dam dziś
rady. Miałam okropny dzień.
-W kinie nastrój Ci się poprawi.
-Nie, Posie. Innym razem...
-Mam pomysł!- nieoczekiwanie wtrącił Leo- Będę tu znowu za
pół godziny, więc przebierz się i zrób wszystko to co robisz, gdy gdzieś
wychodzisz. Kąpiel chyba masz już z głowy.
Dopiero wtedy przypomniałam sobie o moim wdzianku i braku
makijażu.
Po zatrzaśnięciu się
za nimi drzwi stałam w miejscu przez kilka minut. Potem ruszyłam do swojego
pokoju. Włożyłam czarny top odkrywający plecy i jeansy rurki. Do tego idealnie
pasowały czarne szpilki. Wysuszyłam włosy i zrobiłam delikatny makijaż.
Leo zjawił się punktualnie. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam
się na to szaleństwo. Jeśli tak dalej pójdzie to skończę w kostnicy z kartką
przywieszoną do stopy.
-Kolejny raz złamałam jej serce?- zadałam pytanie, kiedy
wyjeżdżał z podjazdu. Leo na chwilę znieruchomiał i za moment znów był
rozluźniony.
-Wytłumaczyłem jej, że pójdziecie kiedy indziej.
Nastało długie milczenie, którego już nie mogłam znieść.
-Dokąd właściwie jedziemy?- zapytałam
-Pozbyć się twojego smętnego nastroju.
-To znaczy?
-Zaufaj mi przynajmniej w tej kwestii i zdaj się na mnie.
Dziesięć minut później Leo zaparkował przed budynkiem baru z
wielkim neonem "Red Wine".
-Gotowa?
-Tak tylko... Tak.
-Uśmiechnij się, bo nie wpuszczą takiego ponuraka- Leo
wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu w żartobliwym uśmiechu, za co otrzymał
sójkę w bok.
Weszliśmy do zapełnionego po brzegi i śmierdzącego dymem
papierosowym lokalu. Powędrowaliśmy w stronę baru i usadowiliśmy się na wolnych
stołkach.
- Co chcesz do picia?
-Obojętne, byle było mocne.
-No tak... - i znów ten uśmiech.
-Poproszę Jack'a Danielsa i sok pomarańczowy- zwrócił się do
barmana
- Serio? Mówiłam, że chcę coś mocnego. Niekoniecznie
chodziło mi o to, żeby było to sto procent naturalnego soku.
-Wiem to.
-I dlatego robisz mi na złość?
-Skąd pomysł, że ten pyszny stuprocentowy soczek jest dla
ciebie?
-Racja Mądralo, ale jakoś głupio pić mi samej.
-Nie wiem czy już straciłaś wątek od samej atmosfery klubu
czy co, ale przyjechałem samochodem. Swoim. Jako kierowca- Uniósł brwi .
-Zdaje się, że miałeś wyciągać mnie z dołka.
-Dlatego pozwalam Ci pic pod moją kontrolą.
-Że co proszę?
-Inaczej użalałabyś się w domu i dalej pożerałabyś te lody.
Prowadząc taką terapię nie wbiłabyś się w te spodnie, a to byłaby wielka strata
dla populacji mężczyzn. Terapia 'shot- owa" jest dla nich bezpieczniejsza.
Kolejny raz szturchnęłam go w bok.
-Auuć!- powiedział udając, że go to zabolało.
-Zasłużyłeś! No, a teraz zamów coś normalnego do picia.
Zapłacę za taksówkę, a twoje cacuszko postoi na parkingu przez noc.
-Cacuszko? Jaka pani uprzejma- uśmiechnął się i za chwilę wołał
już barmana, by złożyć nowe zamówienie.
Kilka kolejek później próbował wyciągnąć mnie na parkiet.
-No chodź, szybko. To moja ulubiona piosenka.
-Co to?- zapytałam, ponieważ nie mogłam rozróżnić słów
płynących z głośników nie będących już w najlepszym stanie.
-Nie znam nazwy, ale wiem, że to moja ulubiona piosenka i
już- usta rozciągnął w cwaniackim uśmiechu.
-No już dobrze, ale wiem, że
nigdy wcześniej nie słyszałeś tej piosenki
-Jeszcze mi za to podziękujesz.
-Za co?
-Za to, że dbam o twoje jeansy- Zaowocowało to wybuchem
śmiechu nas obojga.
Po kilku piosenkach znów opadliśmy na stołki barowe, Leo wykonał jeszcze jeden telefon i
zaczęliśmy rozmawiać trochę bardziej poważnie.
Nareszcie dodałam kolejny rozdział ;) Te upalne dni kompletnie pozbawiły mnie pomysłów, ale w końcu spięłam się, przysiadłam i zaczęłam pisać ;) Jutro rozpoczęcie roku, więc piszcie jak minęły wam wakacje ( oczywiście oprócz tego, że niesamowicie szybko) ;) No właśnie, cieszycie się, że już idziemy do szkoły, czy tak jak ja chętnie posiedzielibyście jeszcze trochę w domu?

Posiedziałabym w domu XD
OdpowiedzUsuńRozdział fajny ;)