środa, 8 lipca 2015

Spotkanie biznesowe.


* Rozdział XIII *



Kolejnego dnia niestety mama nie zatrzymała mnie w progu. Nie było to nawet związane z naszymi trudnymi relacjami , to był po prostu poniedziałek. Czy ktoś je wogóle lubi? Ja od zawsze lubiłam tylko te nieliczne poniedziałki, w które przypadały jakieś święta. Dzisiejszy poniedziałek taki nie był. Zwyczajny poniedziałek.

Po powrocie z pracy przekonałam się, że ten poniedziałek jest jednak nie tak zupełnie zwyczajny. To wszystko dzięki Jack'owi Stuartowi- mojemu szefowi. Otóż, poinformował on mnie dzisiaj o spotkaniu w sobotę. Moja obecność jest obowiązkowa. Tym sposobem mój weekend się skrócił.
Do końca tygodnia popołudnia umilały mi wykresy i tabelki, które każdego dnia znajdowały się w mojej "pracy domowej".

W sobotę rano otrzymałam od szefa maila. Napisał, że spotkanie jest w mniej oficjalnej formie. Okazało się, że spotkanie jest przyjęciem z okazji objęcia stanowiska dyrektora Akademii Sportowej przez Anthony'ego Grega. Otrzymałam informację, że na moje konto przelano pieniądze na moją kosmetyczkę (z która wizytę miałam ustawioną o szesnastej), fryzjera (swój czas miał poświęcić mi o osiemnastej) oraz na zakupienie jakiejś eleganckiej kreacji. Zaznaczył, że sukienka ma nie być zbyt wyzywająca, ale nie powinnam kopiować stylu zakonnic.

W załączniku podał adresy osób odpowiedzialnych za mój wygląd dzisiejszego wieczoru. Dodał też, że o dwunastej spotykam się z osobistym doradcom do spraw image'u. Podał też czas innych spotkań upiększających.  Dowiedziałam się gdzie i o której odbywa się impreza.
Wyświetlacz mojego telefonu wskazywał kwadrans po dziewiątej. Zostało mi jeszcze wprowadzenie kilku poprawek do oferty. Byłam zmuszona odwołać kino z Posie. Smutek w jej głosie podczas krótkiej rozmowy telefonicznej rozrywał moje serce na drobne kawałeczki. Obiecałam, że jej to wynagrodzę, zagłuszając tym wyrzuty sumienia.

Po telefonie do Posie stwierdziłam, że okropna ze mnie "najlepsza przyjaciółka". Wykonałam więc kolejny telefon. Tym razem do Kim.

-Anabelle Johnson? Czy mogłaby pani przypomnieć mi skąd się znamy? Nie przypominam sobie pani osoby.
-Naprawdę? Skoro tak, to skąd znałaś moje nazwisko?
-Ponieważ się nie znamy, skłamię, że jestem jasnowidzem!
-Nie gniewaj się Kimberly..
-Dlaczego miałabym się gniewać? Ja tylko nie widziałam się z moją przyjaciółką, poprawka- najlepszą przyjaciółka od ponad dwóch tygodni.
-Też to zauważyłam i pomyślałam, że wykorzystując okazję zakupów z doradcą, mogłybyśmy spędzić trochę czasu razem. Co ty na ten przejaw łaski?
-Zakupy z doradcą ??
-Szczegóły podczas spotkania.
-Dobra! Wybaczam Ci na jakiś czas. O której i gdzie?
Bądź u mnie przed dwunastą. nie spóźnij się!
-Ok. Do zobaczenia.

Podczas zakupów opowiedziałam Kim o dziwnej formie spotkania biznesowego. Doradcą od spraw wizerunku okazał się być chłopak o imieniu Remy. Był może dwa lata starszy ode mnie i mojej przyjaciółki. Zgodził się pomagać mi i Kim za tę samą stawkę.
Po pięciu minutach razem z Remy'm i Kimberly dyskutowaliśmy o "atutach" przechodzących obok mężczyzn i ocenialiśmy ich w skali: od jednego do dziesięciu. Świetnie się bawiliśmy.
Jak tylko rano przeczytałam, że ktoś będzie doradzał mi podczas zakupów, wyobraziłam sobie sześćdziesięcioletnią wytworną damę, która ze mnie będzie chciała uczynić swoją młodszą kopię. Byłam zadowolona z mojej pomyłki.

Jeśli chodzi o sukienkę, mój wybór (no dobra, Remy ją wybrał) padł na dopasowaną, czarną sukienkę przed kolano, z dekoltem w kształcie serca. Dobraliśmy do niej czarne buty z wysoką srebrną szpilką. Moją szyję miała przyozdabiać delikatna srebrna kolia.
Po zakupach we troje udaliśmy się na zdrowy obiad do Burger King'a. Później musieliśmy się rozstać, ponieważ za godzinę czekała mnie wizyta u kosmetyczki, a na drodze o tej porze panował chaos.

Po stu pięćdziesięciu minutach od spotkania z Kim i Remy'm, wyszłam od kosmetyczki. Makijaż lekko podkreślał moje szmaragdowe oczy, za to całą swoją uwagę skupiać na sobie miały moje czerwone usta. Fryzjerka natomiast ułożyła wszystkie moje włosy na prawą stronę. Masa lakieru na nich dodawała mojej głowie "kilku zbędnych kilogramów".

O dziewiętnastej czterdzieści pod moim domem wyrosła limuzyna. Złapałam więc w pośpiechu teczkę z dokumentami dla Anthony'ego Grega.

Kiedy kierowca zatrzymał się przed budynkiem, w którym odbywała się impreza, Jack Stuart czekał przed budynkiem na mnie. Podał mi rękę i pomógł opuścić samochód. Powiedział, żebym zostawiła dokumentu  i odprężyła się, sięgając po drinka.  Wytłumaczył, że szofer będzie stał tu przez cały czas, a Greg nie przyjmie nas od razu, dlatego też nie ma sensu, abym pałętała się z papierami w ręku.

Wchodząc do sali złapał mnie w pasie, po drodze częstował się szampanem i witał z wieloma mężczyznami. Przy każdym używał tej samej formułki: "Witaj! Miło znów Cię spotkać. A to właśnie moja Ana". Normalny człowiek pomyślałby, że wcześniej wspominał o swojej asystentce, ale ja i moja paranoja stoimy na czatach. W jego zachowaniu było coś dziwnego.  A poza tym nie jestem niczyją własnością!

Postanowiłam to później wyjaśnić. Poprosiłam go na bok. Jednak miejsce, które wybrałam, nie było strzałem w dziesiątkę. Powinnam była się już tego nauczyć, że ciemne zakątki to ZŁE miejsca. Stuart przysuwał się coraz bliżej mnie. miałam mdłości kiedy poczułam jego oddech na szyi. Dopadło mnie uczucie obrzydzenia .

Wtedy nagle ujrzałam cień nadziei. Dosłownie Cień. stanął na końcu korytarza, Jack Stuart go nie zauważył. Tajemnicza postać zaczęła zbliżać się ku nam, kiedy ja próbowałam się wyrwać z uścisku szefa. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam sobie, że Cień również może nie mieć dobrych zamiarów. Na szczęście się to nie potwierdziło.

-Dobry wieczór, panie Stuart!- odezwał się Cień.
-Co ty tu robisz chłopcze?
-Przechodziłem obok i zauważyłem, że Pani chętnie zaczerpnęłaby świeżego powietrza- Oj zaczerpnęłaby, zaczerpnęłaby...- A ponieważ sam się tam wybieram, pomyślałem, że może zechce mi towarzyszyć.
-Ona jest ze mną i świetnie się bawimy.
-Tak, widziałem. Jednak, czy chciałabyś mi towarzyszyć, ... yyy?
-Anabelle. mam na imię Anabelle i chętnie się przejdę.
-Dziękuję. Będę zaszczycony.

Razem z Cieniem wyszliśmy na taras. Moją twarz otulił tam powiew chłodnego  wieczornego wiatru. Oparłam się o zewnętrzną ścianę budynku i rozkoszowałam się tym chłodem, który studził wszystkie moje negatywne emocje po tym co przed kilkoma minutami miało miejsce.

-"Dziękuję, że mi pomogłeś" -dopiero, gdy go usłyszałam, przypomniałam sobie, że przy barierce stoi tajemniczy Cień.
-Dałabym sobie radę sama
-Z całą pewnością- uśmiechnęłam się żałośnie.
-Oczywiście dziękuję, nie dałabym rady... Mimo wszystko, jednak dopominanie się podziękowań psuje twoją rycerską postawę- uśmiechnęłam się nieco szczerzej.
-Mimo wszystko to jednak nic wielkiego, w porównaniu do wyrwania cię z sideł Stuart'a.
-Wygrałeś Rycerzyku!
-"Rycerzyku"?- dopiero teraz odwrócił się tyłem do barierki i mogłam podziwiać jego przystojną twarz. Gwiazdy rozbłyskiwały w jego zielonych oczach. Usta natomiast rozchyliły się w szerokim uśmiechu, ukazując szereg białych zębów.
-Nie sypiacie ze sobą, prawda?
-Słucham? - zaskoczył mnie swoim pytaniem- Skąd takie pytanie? On jest ode mnie starszy o jakieś sto lat.
-Co takiego robisz na tym przyjęciu z NIM?
-Jestem jego asystentką i mamy się spotkać z jednym z klientów na mniej formalnym gruncie.
-Spotkanie z klientem? Gospodarz imprezy nie byłby zadowolony, że ktoś załatwia swoje interesy podczas jego imprezy.
-Ale to właśnie z Anthony'm Gregiem mieliśmy się spotkać. Niestety nic z tego, skoro Stuart jest zawiany.
-Obawiam się, że i tak nic by z tego nie było.
-Dlaczego?
-Bo Greg nie załatwia interesów na przyjęciach, a zwłaszcza jeśli sam je wydaje. Zresztą Stuart dobrze o tym wie bo się przyjaźnią.
-Skąd to wiesz? Jesteś menadżerem Grega, czy co ??
-Synem...


 ***



W końcu wzięłam się w garść i wróciłam po ponad miesięcznej nieobecności. Jednak czerwiec był dość pracowity. Początek lipca natomiast tak upalny, że wszelkie oznaki kreatywności zniknęły, dlatego też nie jestem usatysfakcjonowana tym rozdziałem :( Mimo wszystko, czekam na wasze opinie :) 

4 komentarze:

  1. Plusik za piosenkę ;P
    Zachowanie Stuarta było co najmniej dziwne. Od samego początku można było wyczuć, że nie szuka jedynie kompetentnej asystentki. gratuluję zebrania się w końcu do napisania rozdziału ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :P Ty znasz te mroczne sekrety, dlaczego on tak długo się nie ukazywał ;P Piosenka?? Tak jakoś zalała mnie "falą" :D

      Usuń
  2. Super rozdział z niecierpliwością czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajowski rozdział. Przed chwilą zaczęłam czytać twojego bloga. Nie powiem historyjka bardzo mnie zaintrygowała:)
    Życzę weny.
    Ana2003:*

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)