* Rozdział XIII *
Kolejnego
dnia niestety mama nie zatrzymała mnie w progu. Nie było to nawet związane z
naszymi trudnymi relacjami , to był po prostu poniedziałek. Czy ktoś je wogóle
lubi? Ja od zawsze lubiłam tylko te nieliczne poniedziałki, w które przypadały
jakieś święta. Dzisiejszy poniedziałek taki nie był. Zwyczajny poniedziałek.
Po powrocie
z pracy przekonałam się, że ten poniedziałek jest jednak nie tak zupełnie
zwyczajny. To wszystko dzięki Jack'owi Stuartowi- mojemu szefowi. Otóż,
poinformował on mnie dzisiaj o spotkaniu w sobotę. Moja obecność jest
obowiązkowa. Tym sposobem mój weekend się skrócił.
Do końca
tygodnia popołudnia umilały mi wykresy i tabelki, które każdego dnia znajdowały
się w mojej "pracy domowej".
W sobotę
rano otrzymałam od szefa maila. Napisał, że spotkanie jest w mniej oficjalnej
formie. Okazało się, że spotkanie jest przyjęciem z okazji objęcia stanowiska
dyrektora Akademii Sportowej przez Anthony'ego Grega. Otrzymałam informację, że
na moje konto przelano pieniądze na moją kosmetyczkę (z która wizytę miałam
ustawioną o szesnastej), fryzjera (swój czas miał poświęcić mi o osiemnastej)
oraz na zakupienie jakiejś eleganckiej kreacji. Zaznaczył, że sukienka ma nie
być zbyt wyzywająca, ale nie powinnam kopiować stylu zakonnic.
W załączniku
podał adresy osób odpowiedzialnych za mój wygląd dzisiejszego wieczoru. Dodał
też, że o dwunastej spotykam się z osobistym doradcom do spraw image'u. Podał
też czas innych spotkań upiększających. Dowiedziałam się gdzie i o której odbywa się
impreza.
Wyświetlacz
mojego telefonu wskazywał kwadrans po dziewiątej. Zostało mi jeszcze
wprowadzenie kilku poprawek do oferty. Byłam zmuszona odwołać kino z Posie.
Smutek w jej głosie podczas krótkiej rozmowy telefonicznej rozrywał moje serce
na drobne kawałeczki. Obiecałam, że jej to wynagrodzę, zagłuszając tym wyrzuty
sumienia.
Po telefonie
do Posie stwierdziłam, że okropna ze mnie "najlepsza przyjaciółka".
Wykonałam więc kolejny telefon. Tym razem do Kim.
-Anabelle
Johnson? Czy mogłaby pani przypomnieć mi skąd się znamy? Nie przypominam sobie
pani osoby.
-Naprawdę?
Skoro tak, to skąd znałaś moje nazwisko?
-Ponieważ
się nie znamy, skłamię, że jestem jasnowidzem!
-Nie gniewaj
się Kimberly..
-Dlaczego
miałabym się gniewać? Ja tylko nie widziałam się z moją przyjaciółką, poprawka-
najlepszą przyjaciółka od ponad dwóch tygodni.
-Też to
zauważyłam i pomyślałam, że wykorzystując okazję zakupów z doradcą, mogłybyśmy
spędzić trochę czasu razem. Co ty na ten przejaw łaski?
-Zakupy z
doradcą ??
-Szczegóły
podczas spotkania.
-Dobra!
Wybaczam Ci na jakiś czas. O której i gdzie?
Bądź u mnie
przed dwunastą. nie spóźnij się!
-Ok. Do
zobaczenia.
Podczas
zakupów opowiedziałam Kim o dziwnej formie spotkania biznesowego. Doradcą od
spraw wizerunku okazał się być chłopak o imieniu Remy. Był może dwa lata
starszy ode mnie i mojej przyjaciółki. Zgodził się pomagać mi i Kim za tę samą
stawkę.
Po pięciu
minutach razem z Remy'm i Kimberly dyskutowaliśmy o "atutach"
przechodzących obok mężczyzn i ocenialiśmy ich w skali: od jednego do
dziesięciu. Świetnie się bawiliśmy.
Jak tylko
rano przeczytałam, że ktoś będzie doradzał mi podczas zakupów, wyobraziłam
sobie sześćdziesięcioletnią wytworną damę, która ze mnie będzie chciała uczynić
swoją młodszą kopię. Byłam zadowolona z mojej pomyłki.
Jeśli chodzi
o sukienkę, mój wybór (no dobra, Remy ją wybrał) padł na dopasowaną, czarną
sukienkę przed kolano, z dekoltem w kształcie serca. Dobraliśmy do niej czarne
buty z wysoką srebrną szpilką. Moją szyję miała przyozdabiać delikatna srebrna
kolia.
Po zakupach
we troje udaliśmy się na zdrowy obiad do Burger King'a. Później musieliśmy się
rozstać, ponieważ za godzinę czekała mnie wizyta u kosmetyczki, a na drodze o
tej porze panował chaos.
Po stu
pięćdziesięciu minutach od spotkania z Kim i Remy'm, wyszłam od kosmetyczki.
Makijaż lekko podkreślał moje szmaragdowe oczy, za to całą swoją uwagę skupiać
na sobie miały moje czerwone usta. Fryzjerka natomiast ułożyła wszystkie moje
włosy na prawą stronę. Masa lakieru na nich dodawała mojej głowie "kilku
zbędnych kilogramów".
O
dziewiętnastej czterdzieści pod moim domem wyrosła limuzyna. Złapałam więc w
pośpiechu teczkę z dokumentami dla Anthony'ego Grega.
Kiedy
kierowca zatrzymał się przed budynkiem, w którym odbywała się impreza, Jack
Stuart czekał przed budynkiem na mnie. Podał mi rękę i pomógł opuścić samochód.
Powiedział, żebym zostawiła dokumentu i
odprężyła się, sięgając po drinka.
Wytłumaczył, że szofer będzie stał tu przez cały czas, a Greg nie
przyjmie nas od razu, dlatego też nie ma sensu, abym pałętała się z papierami w
ręku.
Wchodząc do
sali złapał mnie w pasie, po drodze częstował się szampanem i witał z wieloma mężczyznami. Przy każdym używał tej samej formułki: "Witaj! Miło znów Cię
spotkać. A to właśnie moja Ana". Normalny człowiek pomyślałby, że
wcześniej wspominał o swojej asystentce, ale ja i moja paranoja stoimy na
czatach. W jego zachowaniu było coś dziwnego. A poza tym nie jestem niczyją własnością!
Postanowiłam
to później wyjaśnić. Poprosiłam go na bok. Jednak miejsce, które wybrałam, nie
było strzałem w dziesiątkę. Powinnam była się już tego nauczyć, że ciemne
zakątki to ZŁE miejsca. Stuart przysuwał się coraz bliżej mnie. miałam mdłości
kiedy poczułam jego oddech na szyi. Dopadło mnie uczucie obrzydzenia .
Wtedy nagle ujrzałam cień nadziei. Dosłownie Cień. stanął na końcu korytarza, Jack Stuart
go nie zauważył. Tajemnicza postać zaczęła zbliżać się ku nam, kiedy ja
próbowałam się wyrwać z uścisku szefa. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam
sobie, że Cień również może nie mieć dobrych zamiarów. Na szczęście się to nie
potwierdziło.
-Dobry
wieczór, panie Stuart!- odezwał się Cień.
-Co ty tu
robisz chłopcze?
-Przechodziłem
obok i zauważyłem, że Pani chętnie zaczerpnęłaby świeżego powietrza- Oj zaczerpnęłaby,
zaczerpnęłaby...- A ponieważ sam się tam wybieram, pomyślałem, że może zechce
mi towarzyszyć.
-Ona jest ze
mną i świetnie się bawimy.
-Tak, widziałem. Jednak, czy chciałabyś mi towarzyszyć, ... yyy?
-Anabelle.
mam na imię Anabelle i chętnie się przejdę.
-Dziękuję.
Będę zaszczycony.
Razem z
Cieniem wyszliśmy na taras. Moją twarz otulił tam powiew chłodnego wieczornego wiatru. Oparłam się o zewnętrzną ścianę
budynku i rozkoszowałam się tym chłodem, który studził wszystkie moje negatywne
emocje po tym co przed kilkoma minutami miało miejsce.
-"Dziękuję,
że mi pomogłeś" -dopiero, gdy go usłyszałam, przypomniałam sobie, że przy
barierce stoi tajemniczy Cień.
-Dałabym
sobie radę sama
-Z całą
pewnością- uśmiechnęłam się żałośnie.
-Oczywiście
dziękuję, nie dałabym rady... Mimo wszystko, jednak dopominanie się podziękowań
psuje twoją rycerską postawę- uśmiechnęłam się nieco szczerzej.
-Mimo
wszystko to jednak nic wielkiego, w porównaniu do wyrwania cię z sideł
Stuart'a.
-Wygrałeś
Rycerzyku!
-"Rycerzyku"?-
dopiero teraz odwrócił się tyłem do barierki i mogłam podziwiać jego przystojną
twarz. Gwiazdy rozbłyskiwały w jego zielonych oczach. Usta natomiast rozchyliły
się w szerokim uśmiechu, ukazując szereg białych zębów.
-Nie
sypiacie ze sobą, prawda?
-Słucham? -
zaskoczył mnie swoim pytaniem- Skąd takie pytanie? On jest ode mnie starszy o
jakieś sto lat.
-Co takiego
robisz na tym przyjęciu z NIM?
-Jestem jego
asystentką i mamy się spotkać z jednym z klientów na mniej formalnym gruncie.
-Spotkanie z
klientem? Gospodarz imprezy nie byłby zadowolony, że ktoś załatwia swoje
interesy podczas jego imprezy.
-Ale to
właśnie z Anthony'm Gregiem mieliśmy się spotkać. Niestety nic z tego, skoro
Stuart jest zawiany.
-Obawiam
się, że i tak nic by z tego nie było.
-Dlaczego?
-Bo Greg nie
załatwia interesów na przyjęciach, a zwłaszcza jeśli sam je wydaje. Zresztą
Stuart dobrze o tym wie bo się przyjaźnią.
-Skąd to
wiesz? Jesteś menadżerem Grega, czy co ??
-Synem...
***
W końcu wzięłam się w garść i wróciłam po ponad miesięcznej nieobecności. Jednak czerwiec był dość pracowity. Początek lipca natomiast tak upalny, że wszelkie oznaki kreatywności zniknęły, dlatego też nie jestem usatysfakcjonowana tym rozdziałem :( Mimo wszystko, czekam na wasze opinie :)

Plusik za piosenkę ;P
OdpowiedzUsuńZachowanie Stuarta było co najmniej dziwne. Od samego początku można było wyczuć, że nie szuka jedynie kompetentnej asystentki. gratuluję zebrania się w końcu do napisania rozdziału ;P
Dziękuje :P Ty znasz te mroczne sekrety, dlaczego on tak długo się nie ukazywał ;P Piosenka?? Tak jakoś zalała mnie "falą" :D
UsuńSuper rozdział z niecierpliwością czekam na kolejny :*
OdpowiedzUsuńFajowski rozdział. Przed chwilą zaczęłam czytać twojego bloga. Nie powiem historyjka bardzo mnie zaintrygowała:)
OdpowiedzUsuńŻyczę weny.
Ana2003:*