niedziela, 10 maja 2015

Podeptane marzenia.


* Rozdział XI *




Do końca tygodnia nie wydarzyło się nic niezwykłego. Robota papierkowa i lunche z Dianą stały się rutyną. Szef jakby się nieco zdystansował. Tak jak myślałam- popadam w paranoję. 

W sobotę wstałam dopiero o dziewiątej trzydzieści. Postanowiłam tym aktem uczcić weekend. Na śniadanie przyrządziłam sobie omlet z pieczarkami. W końcu coś co jest bardziej pożywne niż sucharek zjedzony w drodze do centrum. Znalazłam jednak plusy tego trybu życia. Dzięki takim szybkim śniadaniom i joggingu, pomagającym zredukować stres, zrzuciłam kilka zbędnych kilogramów. Chwilę pobawiłam się z Rocky'm, ponieważ poczułam wyrzuty sumienia, że go zaniedbuję ostatnimi czasy. Myślę, że zdołałam go udobruchać mięsnymi przekąskami i drapaniem po brzuszku.

Do spotkania z Posie została jeszcze tylko godzina. Ujarzmiłam swoje włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Narzuciłam na siebie koszulkę z flagą Ameryki i szorty. Spacer przez park zajął mi jakieś dwadzieścia minut. Kiedy zapukałam do drzwi poczułam, że drżą mi ręce. Dlaczego się denerwowałam? Może dlatego, że nie masz zielonego pojęcia o zajmowaniu się siedmiolatkami, Głuptasie. Nigdy nie godziłam się na opiekowanie się dziećmi naszej sąsiadki, a tu nagle zgadzam się na wizytę w ZOO z dziewczynką, którą dopiero co poznałam.

Kiedy otworzyły się drzwi, przede mną ukazał się wysoki, smukły mężczyzna o hipnotyzującym spojrzeniu lazurowych oczu.
-Posie! Pośpiesz się!- poganiał siostrę Leo.- Cześć Ana
-Hej- odpowiedziałam na powitanie.
-Miło, że się zgodziłaś, całe pół tygodnia była w skowronkach, bo zgodziłaś się iść z nią do tego przeklętego ogrodu zoologicznego, o który męczyła nas od tygodni.
-Bardzo polubiłam twoją siostrę, więc cała przyjemność po mojej stronie- odparłam z lekką rezerwą.
-Dlaczego wtedy uciekłaś z ogniska?- zapytał przerywając nagle ciszę.
-Anabelle!- zawołała uradowana Posie zbiegając schodkami w holu.
-Porozmawiamy później- poinformowałam bezgłośnie Leo, na co skinął głową.- Witaj Posie!
-Więc jedźmy już- poinformował Leo.

Po dojechaniu na miejsce Leo udzielił mi wskazówek.
- Bawcie się dobrze. Jeżeli będziecie chciały wracać to zadzwońcie. Anabelle po obiedzie podaj to Posie. To bardzo ważne- podał mi fiolkę z jakimiś tabletkami
-Co to?
-Spokojnie, Posie tego potrzebuje, więc proszę Cię, żebyś o tym nie zapomniała. Swoją drogą, bardzo fajnie, że już mnie nie ignorujesz.- Uśmiechnął się delikatnie.
-Ciebie nadal ignoruje. Nie ignoruję Twojej siostry i tylko dlatego z Tobą teraz rozmawiam- Tak, tak Anabelle, to wcale nie przypominało dąsów przedszkolaków. Dziewczyno jesteś taka dorosła.
-Dlaczego Anabelle?- zapytał stojąc z krzyżowanymi na klatce piersiowej ramionami i nadal się uśmiechając.
-Boję się...Przeszłości. A najbardziej chyba tego, że możesz byś jej częścią- spojrzałam w jego oczy i to był wielki błąd, bo od razu poczułam jak do moich napływają łzy. Szybko więc zamrugałam i sięgnęłam do klamki, żeby otworzyć drzwi Posie - Zadzwonię, kiedy ZOO nam się znudzi- Uśmiechnęłam się blado.
  
Wydaje mi się, że zdążyłam go polubić mimo tak krótkiej znajomości. Jednak bałam się sparzyć. W końcu dlaczego nie powiedział mi co robił koło mojego łóżka kilka tygodni temu. Musiał mieć coś na sumieniu.  Nie utrzymywałabym z nim teraz kontaktu, ale polubiłam jego siostrę. Bardzo. Zresztą myślę, że z wzajemnością.
-Pa Leoś! - Posie krzyknęła na odchodnym do brata.
-Więc co najbardziej Cię interesuje Posie?
-Monica czytała mi ostatnio "W pustyni i w puszczy". Podobał mi się ten fragment ze słoniem. Chciałbym tutaj spotkać takiego przyjaciela jak King. Czytałaś tą książkę?
-Mój tata czytał mi jak byłam mała. Niestety, obawiam się, że nie przeżyjesz tu takiej przygody jaką Nel przeżyła z Kingiem. -Brawo Anabelle! Pięknie niszczysz marzenia siedmiolatki, którą polubiłaś i która Ci ufa. - To znaczy, te słonie, które tutaj są, znajdują się w zagrodach, do których nas nie wpuszczą.- uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Rozumiem, ale będę mogła sobie wyobrazić, że się z nimi bawię, jeśli je zobaczę.
-W takim razie, na co czekamy?

Ruszyłyśmy w stronę słoni. Po drodze napotkałyśmy ogrodzenia z małpkami. Niezwykle zabawne stworzonka. Mijałyśmy również najróżniejsze gatunki ptactwa, tygrysy, lwy, a także żyrafy. Te ostatnie też przypadły  do gustu mojej młodszej koleżance.
-Ona jest wyższa nawet od Leosia. -zaśmiała się Posie.
-Jeśli będzie ci dokuczał, możesz go nią postraszyć.- wybuchnęłyśmy śmiechem.

Kiedy nasze salwy śmiechu dobiegły końca, poszłyśmy dalej leśną ścieżką. Nareszcie dostrzegłyśmy stado słoni na wybiegu dla nich przeznaczonym.
-Ścigamy się?
-Zgoda! Ostatni stawia deser- zgodziła się dziewczynka.
Pamiętając moją gafę ze zniszczeniem jej marzeń o Kingu, postanowiłam dać jej wygrać. W końcu tylko ja z naszego duetu miałam przy sobie gotówkę.

Po spędzeniu kilkudziesięciu minut przy tych olbrzymich zwierzętach, uznałyśmy z Posie, że pora coś zjeść. Postawiłyśmy na "zdrowe" jedzonko. No dobra, myślcie co chcecie, ale ryba z frytkami, nie jest aż taka niezdrowa. Ryba to ryba, a frytki to poniekąd warzywa. I wszystko popijałyśmy coca- colą. Jakżeby inaczej? Później czekał nas deser. Zdecydowałyśmy się na szarlotkę na ciepło z lodami. Tak jak prosił jej brat, podałam małej lekarstwa.
- Mama, Leoś i Monica mówią, że mam wielkie serduszko- zagadnęła.
- Jesteś najwspanialszą i najukochańszą siedmiolatką, jaką kiedykolwiek poznałam.
-Czy to znaczy, że jeśli skończę osiem lat już nie będziesz mnie lubiła?
-Nie, Głuptasie!
-To dobrze, bo ja też nadal będę cię lubiła, nawet jak skończysz..yyyy. Właściwie ile masz lat?
-Za dwa miesiące skończę dwadzieścia pięć.
-Pójdziemy na plac zabaw? Jest taka ładna pogoda. Czy już gdzieś się umówiłaś?
-Chodźmy. Dzisiejszy dzień mam zarezerwowany dla Ciebie.

Do końca dnia czas upłynął strasznie szybko. Nadszedł jednak moment, kiedy musiałam zadzwonić do Leo, bo zrobiło się późno. Odwiózł mnie pod dom. Z Posie umówiłyśmy się, że w przyszłym tygodniu wyskoczymy do kina na "Kopciuszka". Już odchodziłam w stronę drzwi, kiedy Leo krzyknął przez uchyloną szybę:
-Nie musisz się bać. Zaufaj mi.
-Nikomu nie ufam w stu procentach. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu- pobiegłam na górę do swojego pokoju. 
Założyłam na uszy słuchawki i padłam na łóżko. Wspomnienia zaczęły mi stawać przed oczami jak kadry z filmu...


2 komentarze:

  1. Jestem zwolenniczką nieco dłuższych rozdziałów ;)
    Wydaje mi się, że po pewnym czasie Anabelle i tak zaufa Leo.
    Rozdział jak zawsze świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej ;)
    Jeszcze nigdy wcześniej nie komentowałam nic na twoim blogu, ale przeczytałam wszystko. Zawsze z niecierpliwością czekam aż wstawisz kolejny rozdział. Bardzo podoba mi się twoja historia, bardzo mnie zaciekawiła.
    Dodatkowo fajnie piszesz, łatwo i miło się czyta. Nie robisz błędów ortograficznych ani powtórzeń.
    Rozdział jak zwykle cudny. Początek poprawia humor, a końcówka skłania do przemyśleń.
    Troche mi wstyd, że wcześniej nic nie napisałam. Przepraszam, ale zawsze podchodziłam do tego, że ktoś inny skomentuje... ale dzisiaj pomyślałam sobie: "Kurcze! Dlaczego mimo tak super historii jest tak mało komentarzy?! O nie! Trzeba coś z tym zrobić!" I oto teraz niepotrzebnie ci sie uzewnętrzniam...
    Mam jednak nadzieję, że mimo to, troszke cie zmotywowałam. Teraz wiesz że na pewno ktoś tu jest ;)
    Życzę weny i nie moge doczekać się następnego rozdziału. <3
    ~Tusiszon

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)