* Rozdział XII *
Dosłownie jak kadry z filmu...
***
Wychodziłam właśnie z budynku uczelni. Dzień był przepiękny.
Pierwsze dni wiosny zaskakiwały pogodą. Słońce świeciło na niebie
nieprzesłonionym ani jednym obłoczkiem.
Wyglądałam jak typowy nerd przedstawiany w komediach. Rude włosy, wielkie okulary na nosie i
książki. Pełno książek. Miałam ich ze sobą zdecydowanie za dużo. Dołóżmy do
tego moją koordynacje ruchową... Tak, potknęłam się. Powiedzieć, że się
przewróciłam to zdecydowanie za mało powiedziane. Ja runęłam. I to w dodatku z
hukiem.
I właśnie wtedy się to wydarzyło. Właśnie wtedy spotkałam
się z Nim po raz pierwszy.
Marcus pomógł mi wstać, a później pozbierać moją
"bibliotekę- wersja kieszonkowa". Zrobiłam się czerwona jak burak.
Byłam strasznie nieśmiała. Czas do końcówki pierwszego roku studiów to czas,
kiedy ja i moja pewność siebie udawałyśmy, że się nie znamy.
Marcus był niezwykle przystojny. Miał w sobie coś
niebezpiecznego. Imponowało mi to wtedy. Fakt, że zwrócił na mnie swoją uwagę (
no dobra, trochę mu pomogłam) pochlebiał mi.
Na początku byliśmy koleżeństwem,
później podążaliśmy w stronę przyjaźni.
Przy nim stawałam się inną sobą. Podobało mi się to, że koleżanki z roku
zerkają na nas z zazdrością. No dobra starsze też tak patrzyły. Chociaż cały
czas widziałam w ich spojrzeniu coś jeszcze poza zazdrością. Teraz domyślam
się, że to było politowanie, współczucie, może ostrzeżenie...
Jakiś czas później zaryzykowaliśmy z miłością i zostaliśmy
parą. Początki mi się podobały. Odważniej ukazywałam swoją atrakcyjność. Duże okulary i wygodne, trochę workowate
ubrania zastąpiły soczewki oraz dopasowane, wręcz obcisłe spodnie, krótkie
spódniczki czy bluzki z okazałym dekoltem.
Z dostaniem się na uniwerek nie miałam problemu. Moje
wysokie wyniki w nauce zapewniły mi pobyt tam oraz stypendium. Mama, która dość
sceptycznie podchodziła do moich planów na początku, kiedy okazało się, że nie
będzie musiała płacić całej kwoty, przystała na nie. Powiedziała też, że na jej
pieniądze muszę sobie zasłużyć moją nauką.
Wszystko szło dobrze, aż do pojawienia się Marcusa. Ostatnie
miesiące mojego pierwszego roku jednak zaprzepaściły moją szansę na pieniądze
od mamy. Byłam przeciętna, bo zaczęłam imprezować i nie angażowałam się w
zdobywanie wiedzy.
Ufałam mu bezgranicznie. Dzięki niemu nareszcie poczułam się
doceniona. Mama zawsze była w stosunku do mnie dość chłodna. Nigdy nie
rozumiałam co robię źle. Czy kiedyś powiedziałam coś co sprawiło jej przykrość?
Może niewystarczająco dobrze się uczyłam? W końcu piątka czy czwórka to nie
szóstka. Marcus sprawił, że czułam się kochana. NARESZCIE! NARESZCIE! Kiedyś
czytałam w jakimś kobiecym piśmie, że kobieta wybierająca swojego mężczyznę,
wybiera takiego, który przypomina jej ojca. ( Wiedząc co było kilka miesięcy
później ganiłam się, że tak pomyślałam. Mój tata nie zachowałby się tak.
Chociaż... Sama nie wiem... Chciałam wierzyć w to, że jest porządnym facetem.
Jednak jedyne co o nim wiedziałam to to, że był i pewnego dnia już go nie
było... )
Niebawem miał się zacząć drugi rok moich studiów. Wtedy
właśnie popełniłam pierwszy błędny krok. Wtedy właśnie zgodziłam się na
pożyczkę od mojego chłopaka. Tłumaczył, że jego rodzice są bogaci i lubią
pomagać innym. Oczywiście użył też formułki ' Oddasz jak będziesz mogła".
Pomagał mi w płaceniu za studia, za mieszkanie, kupował drogie prezenty,
fundował liczne wycieczki. Kilka miesięcy później uznał, że to już najwyższy
czas na spłatę długu. I zaczął się koszmar. Ze mną w roli głównej...
***
Zdjęłam z uszu słuchawki i zaszłam na dół do kuchni. Podeszłam
do lodówki i wyjęłam butelkę schłodzonej, gazowanej wody. Woda spływając do żołądka po drodze przyjemnie
chłodziła. Orzeźwiała spierzchnięte usta i pobudzała zamglony umysł. Następnie
podreptałam do salonu. Wyszukałam jakiś film. Pomyślałam logicznie i doprowadziło mnie to do
wniosku, że najlepszy będzie horror, bo nic tak nie odciągnie moich myśli od
Marcusa jak ciekawa historia z dreszczykiem. Mój wybór padł ostatecznie na
"Oczy Julii".
Tytułowa Julia walczyła nie tylko ze strachem związanym z
grożącą jej ślepotą, ale tajemniczym człowiekiem czyhającym na jej życie.
Problem polegał na tym, że morderca, którego widziała, był niewidoczny dla innych.
To był dobry wybór. Skupiając się na filmie przestałam się
dręczyć przeszłością.
Rano obudziłam się na kanapie, cała połamana. Wstałam i
rozprostowałam plecy . Kiedy ból ustąpił usłyszałam dziwny dźwięk. Po
obejrzeniu takiego horroru jak ten obejrzany przeze mnie w nocy miałam dziwne myśli.
Jednak po długim rozmyślaniu doszłam do tego, że po prostu burczy mi w brzuchu.
Uśmiechnęłam się do siebie. Postanowiłam natychmiast temu zaradzić. Salon od
kuchni dzieliło zaledwie kilka kroków. Przemierzyłam je ekspresowo. Nastawiłam
czajnik z wodą, która była niezbędna do przyrządzenia kawy. Otworzyłam
drzwiczki lodówki i ze smutkiem stwierdziłam, że nie ma nic do jedzenia .( Jest
to całkiem normalne, kiedy lodówka jest po świeżo zrobionych zakupach i
wypełniona po brzegi, prawda?)Zdecydowałam się na naleśniki z Nutellą i serkiem
śmietankowym.
Kończyłam ostatni placuszek. Nagle coś do mnie dotarło.
Przecież wzięłam ostatnio trochę roboty papierkowej do domu. Znów poczułam się
jak licealistka, która nie odrobiła pracy domowej.
Popędziłam do swojego pokoju, usiadłam przy biurku i sporządziłam
kilka rozliczeń. Ułożyłam włosy, nałożyłam makijaż, ubrałam się. Była ósma
pięćdziesiąt pięć, więc złapałam dokumenty i już miałam wychodzić, kiedy mama
zatrzymała mnie w progu. Miała na sobie kremowy szlafrok i turban na włosach.
-Dokąd idziesz o tej porze?
-Jak to dokąd? Do
pracy. I już jestem spóźniona.
-Do pracy?
-Tak, do pracy. Od kilku tygodni pracuje jakbyś nie
zauważyła.
-Ale w niedzielę?
-O cholera!- wyszłam na kompletną idiotkę. To wszystko przez
te wstrętne papiery. Wprowadziły mnie w taki pracowniczy nastrój.
-Bardzo polubiłaś tę pracę.- Mama miała w oczach
rozbawienie.
Chwilę później obie śmiałyśmy się do rozpuku. To było takie
normalne dla tych wszystkich idealnych matek i córek przedstawianych w
telewizji, a takie inne dla nas.
-Przepraszam mamo- Uśmiechnęłam się łagodnie.

Domyślam się, że pewnie samej kiedyś zdarzyło ci się wstać w niedzielę lub sobotę i być przekonanym że czas iść do szkoły? :D
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to wydaje mi się że był najbardziej przejrzysty z wszystkich dotychczas. Zaczynam się bać czy wszyscy chłopacy robią sobie tajną listę "wydałem na nią tyle kasy" i przypinają do tego rachunki ze sklepów tylko po to, żeby w odpowiednim momencie (cóż, rozstanie jest całkiem dobrym momentem) przekazać dziewczynie taką listę :)
Czekam na następny rozdział,nie wiem czemu ale ten wydaje mi się najlepszy.Twój opis jest dokładny,ogólnie masz talent i umiesz pisać..Tak w ogóle to ,..Witam! Uwielbiam czytać twojego bloga :* Oczywiście obserwuję,a jak.Wiedz ,że jestem twoim stałym czytelnikiem.Powinnas to wiedzieć.Świetnie piszesz,z rpzyjemnością mi się czyta twoje wpisy.Blog,jak wchodzę od razu sam się prosi o przeczytanie każdego tu postu,no nie mogę inaczej.Pozdrawiam cieplutko kochana,twój blog jest jednym słowem ZAJEBISTY. :D Swietny naglowek,super post, . POZDRAWIAM i zapraszam także do mnie :* :* :* Pamiętaj ,że wpadam tu co dziennie.
OdpowiedzUsuńkarolinablogpanda.blogspot.com