niedziela, 22 marca 2015

Ciężki poranek. Ciężki dzień. Ciężka przeszłość...


* Rozdział VI *

Obudziłam się. Chwila, chwila. Do jasnej cholery! To nie jest mój pokój. Przynajmniej nie wydaje mi się, żeby mama zorganizowała ekspresowy remont podczas mojego snu. Zwłaszcza, że układ ścian jest nieco inny.

Szybko przetarłam oczy i zaczęłam krążyć wzrokiem, szukając telefonu. Nie musiałam długo szukać- leżał tuż obok na poduszce w satynowej powłoczce. Była też karteczka, którą natychmiast przeczytałam:

Cześć Księżniczko! Musiałem iść do pracy. Woda jest w kuchni w lodówce. Co powiesz na spotkanie w parku? L. 
PS. Byłaś dziś niesamowita:) 

Wiedziałam, że nadejdzie taki dzień, w którym stoczę się na samo dno. Według mnie spanie z chłopakiem tej samej nocy kiedy się poznaliście było do kitu. Ale złamałam w ostatnim czasie tyle zasad moralnych, że co to takiego spanie z kimś będąc pijaną. Jednak musiałam wypić naprawdę dużo. Po tym co ostatnio wydarzyło się w moim życiu, sądziłam, że szybko nie wyląduje w łóżku jakiegoś faceta,bo.... bo chyba nie spałam tej nocy z kobietą. Szybko zerknęłam na karteczkę. Uff, całe szczęście- pomyślałam, widząc czasownik wskazujący na mężczyznę.

Po długim rozmyślaniu w końcu raczyłam sprawdzic która jest godzina. Kurczę, już 12! szybko się ubrałam i pobiegłam zatrzymać jakąś taksówkę. Jadąc w stronę domu, adrenalina opadła i poczułam jak strasznie boli mnie głowa. Stwierdziłam, że zdecydowanie przesadziłam z alkoholem poprzedniego wieczora.

Na szczęście znajdowałam się już na podjeździe mojego domu. Kiedy weszłam, skierowałam się prosto do kuchni.

-Dlaczego nie odbierałaś?!- zauważam wściekłą matkę, w której oczach błyszczą łzy.
-Dobrze się bawiłam. Ty zresztą też chyba robiłaś to ze swoimi znajomymi.
-Martwiłam się o Ciebie! Dlaczego nie odbierałaś?- powtórzyła pytanie
-Rozładował mi się telefon- skłamałam.

Podeszłam do szafki z zamkiem.

-Gdzie jest kluczyk?- zapytałam zdenerwowana jej nieufnością.
-Co chcesz?- odparła.
-Klucz do tej cholernej szafki!
-Przecież doskonale zdajesz sobie sprawę, że Ci go nie dam. Co podać Ci z szafki?
- Traktujesz mnie jak dziecko, nie mogę nawet wziąć aspiryny.
-Idź do siebie zaraz Ci przyniosę.
-Nienawidzę Cię! Ciągle nie ma Cię w domu, a teraz zgrywasz Matkę Teresę- zdenerwowana złapałam płaszczyk i wybiegłam do ogrodu, zaczerpnąć powietrza i się uspokoić. Usiadłam na drewnianej ławeczce i poczułam spływające po policzkach łzy. Swoją drogą myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy podczas zdarzeń minionych tygodni.

Chwilę później przyszła mama z moją aspiryną. Przytuliła mnie mocno i wytarła chusteczką oczy i mokre policzki.

-Nie jestem najlepszą matką. To przeze mnie chciałaś to zrobić, prawda?
-Nie mamo, to nie Twoja wina. I to nieprawda, że Cię nienawidzę. Byłam  po prostu wzburzona. Zrobiłam to z własnej głupoty, jeśli chcesz wiedzieć. Ale jeżeli ktoś miałby się do tego przyczynić to Marcus.
- Co się stało?
-Mamo...On...Nie, nie mogę- wybuchnęłam płaczem i wtuliłam się w mamę, jak za czasów, kiedy byłam małą dziewczynką.

***

Wyszłam z gabinetu doktor Fraith pełna sprzecznych emocji. Stwierdziłam, że zanim powiem Marcusowi, sama muszę to przetrawić. Byłam tak rozkojarzona, że nie byłam w stanie odnaleźć kluczyków od domu. W końcu udało mi się wykopać z torebki mały pęk kluczy, związany różową wstążką. Weszłam do pustego domu. Wyjęłam z torebki zdjęcia z badania ultrasonografem. Odłożyłam torebkę na szafkę w korytarzu i powolnym krokiem poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę i wrzuciłam do mojego kubka w serduszka saszetkę z malinową herbatą. Wzięłam Delicje i opadłam na krzesło, trzymając wyniki USG w jednej ręce, a drugą opychałam się ciastkami. Cały czas walczyłam z emocjami. Życie od teraz miało się zupełnie zmienić. Dotknęłam brzucha, który nie wskazywał jeszcze na jakiekolwiek zmiany. A jednak! Pod moim sercem rosła istotka, która w tym momencie miała trzy tygodnie. Może to nie był najodpowiedniejszy czas na dziecko, ale w tej chwili się tym nie przejmowałam. To śmieszne, ale zaczęłam nawet główkować nad imieniem dla dziecka. Kilka godzin później umyłam się i zmęczona długą sobotą położyłam się do łóżka. 
Pamiętam, że przyśniła mi się wtedy rozmowa z Marcusem, którą odbyliśmy kilka dni wcześniej. Nie należała do najprzyjemniejszych, na szczęście skończyła się w najlepszy możliwy sposób. Jednak w moim śnie nie ujęto tego cudownego zakończenia. 
Spojrzałam przez okno i dostrzegłam Księżyc w pełni. Pomyślałam wtedy, że przez te przeklęte fazy Księżyca,człowiek nie może spokojnie spać, bo śnią mu się różne głupoty. 
Później ten sen okazał się jakoby ostrzeżeniem. To głupie.....

***

Po rozdrapaniu tej rany w mojej pamięci zapadłam w sen. Kiedy nastał kolejny ranek, uświadomiłam sobie, że zapomniałam o spotkaniu z POWODEM MOJEGO MORALNEGO KACA.




2 komentarze:

  1. Jedno wielkie wow...
    Niesamowite że tak młodą istotę spotkało aż tyle nieszczęścia ;c

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)