* Rozdział VII *
Było mi strasznie wstyd. Zachowałam się okropnie, ale po
prostu zapomniałam. Co prawda, trzeba być skończoną kretynką, żeby zapomnieć o
spotkaniu z chłopakiem, u którego spędziłam poprzednią noc. Najgorsze jest to,
że nie znam nawet jego imienia. Pewnie rozpoczynało się na "L". Tak
podpisał liścik. Równie dobrze mogła to być jego ksywka. To mi nie daje
spokoju. Przecież po rozstaniu z Marcusem byłam tak zraniona, że przysięgłam
sobie celibat od mężczyzn do odwołania. Nie byłabym najlepszą duchowną.
A przy okazji mojego zostawania kimkolwiek i przeklętej
sklerozy, mam dziś rozmowę kwalifikacyjną o dziewiątej. Na szczęście jest
dopiero........ 8.20. Moje szczęście to istna fatamorgana.
Wzięłam szybki prysznic, błyskawicznie wykonałam nienaganny
(według mnie) makijaż i założyłam kremową koszulę i dopasowaną grafitową
spódnicę. Bez marnowania czasu na jedzenie śniadania, ruszyłam, aby zdobyć
"wymarzoną" posadę jako asystentka prezesa banku Jack Stuart Company. Wiele osób mówiło mi, że pan Stuart jest bardzo
wymagający.
Siedziałam właśnie przed biurem Stuarta. Do spotkania
zostało jeszcze pięć minut. Cała byłam w nerwach. Podeszłam do dystrybutora z
wodą. Wzięłam plastikowy kubeczek i nalałam sobie do połowy. Woda miała zastąpić
stracone śniadanie, brakowałoby tylko mojego burczenia w brzuchu.
W końcu nadeszła moja kolej. Jack Stuart przejrzał moje CV, sprawdził
umiejętności posługiwania się językami obcymi umieszczonymi w dokumentach, na
koniec rzucił, obiecujące tyle co nic:
Dziękuję za rozmowę panno Johnson, zadzwonimy do pani.
Wychodząc z budynku na niebotycznych szpilkach potknęłam się
o nierówny chodnik przed schodami. Tym razem ktoś uchronił mnie przed upadkiem.
Nie, nie ktoś. To był właściciel TYCH lazurowych oczu. Poczułam TEN
energetyzujący zapach drzewa cedrowego. Teraz jednak zdawał się być
intensywniejszy niż w klubie.
-Co ty tu robisz? Jesteś jakimś psychopatą, czy coś?-
naskoczyłam na niego, drżąc ze zdenerwowania.
-Spokojnie! Przecież to bank, może przyjść tu każdy, kto
tego potrzebuje.
-Bardzo dziwne, że potrzebujesz przyjść do banku, wtedy,
kiedy Ja tu jestem- odparłam, zbyt mocno akcentując Ja, za co zostałam natychmiast ukarana.
-Twoja skromność jest godna podziwu- odparł z sarkazmem, ale
sama się o to prosiłam. - Próbowałaś mnie unikać?- zapytał nagle.
-Ja? Dlaczego tak myślisz?
-Bo teraz jesteś przerażona moim widokiem, a wczoraj nie
przyszłaś.
-Ach tak, bardzo Cię przepraszam. Po prostu miałam fatalny
dzień i nastrój...
- Posłuchaj, moja siostra występuje jutro na plaży, więc....
Jeśli miałabyś ochotę na moje towarzystwo i muzykę pokroju Biedroneczki są w kropeczki, to będzie mi bardzo miło.
-Chętnie pójdę z Tobą..
-Wybacz, jestem Leo. I będę zaszczycony Anabelle.
-Zaraz, skąd znasz moje
imię?
-Spałaś u mnie, pamiętasz?
-No tak, pamiętam- wstrętna ze mnie kłamczucha, nic nie
pamiętam.- o której mam być na plaży?
-O 15.
-Okej, więc do jutra, Leo.
-Do jutra Anabelle.
Wracając do domu kilka razy zerkałam na wyświetlacz
telefonu, sprawdzając czy nie ma nieodebranego połączenia z banku Stuarta. Niczego
takiego jednak nie było.
Leo, Leo, Leo- nie wiem co we mnie wstąpiła, ale cały czas
moją głowę zaprzątały myśli o nim. Przed moimi oczami ukazywała mi się dobrze
zbudowana sylwetka bruneta o zmierzwionych włosach. Jego umięśnione ramiona,
duże dłonie, długie palce, zakończone zadbanymi paznokciami.
Dotarłam do domu gdzie czekała rzeczywistość. W progu czekała
na mnie mama. Byłam zaskoczona. Przygotowała obiad, nakryła stół jak w święta
kiedy byłam mała. Podeszłam do stołu i zauważyłam teraz trzecie nakrycie.
-Przypominam Ci tylko, że
do Wigilii zostało jeszcze trochę czasu- zaśmiałam się, ale trochę
niepewnie.
-Philip przyjdzie.
-Jasne, mogłam się tego spodziewać, że taki stół będzie
czekać na jakiegoś Philipa, a nie tak do końca na mnie.
-Anabelle!
-Wychodzę, prawdopodobnie zostanę na noc u Kim.
Skierowałam się w stronę jej domu. Potrzebowałam możliwości
wygadania się komuś. Opowiedziałam przyjaciółce o pocałunku, o zbliżeniu się do
mojej matki i o natychmiastowym oddaleniu się od niej i wreszcie o zaproszeniu na Plażowy Festyn. Pominęłam
fakt spędzenia nocy u Leo.
Kimberly była równie podekscytowana co ja i od razu zarządziła
wycieczkę na zakupy po strój na jutrzejszą... Randkę? Zdecydowanie nie
traktowałam tego spotkania w ten sposób. Uznałam, że dowiem się co wydarzyło
się tego wieczora.
-A jak oceniasz swoją dzisiejszą rozmowę kwalifikacyjną?-
zagadnęła po drodze do centrum handlowego.
-Myślę, że jeśli chodzi o moje umiejętności to było całkiem
nieźle, ale całość psuje mi moja nieudana próba samobójcza. Sama nie dałabym
jakiejś psychopatce w depresji posady asystentki dyrektora.
-Hej! Nie jesteś psychopatką. Po prostu był problem, a ty
zamiast przyjść z tym do mnie, zgłosiłaś się do szafki po jakieś prochy
nasenne. Co było aż tak trudne, że nie zwróciłaś się z tym do mnie?
-Teraz wiem, że to było głupie, ale wtedy to była ucieczka
od bolesnej rzeczywistości.
-Co się wydarzyła An?
-Byłam w ciąży.
-I ciąża jest powodem, dla którego ktoś chce się zabić? Czy
zdajesz sobie sprawę ile osób nieustannie stara się o dziecko bezskutecznie? Są
domy dziecka, okienka życia....
-To nie ciąża była powodem. To strata tego dziecka- czułam
jak oczy zaczynają robić mi się mokre od zbierających się łez.
-Nic nie rozumiem...
-Straciłam to dziecko, Kim. Nie mogłam znieść sposoby w jaki
się to stało.
-A co takiego spowodowało poronienie?
-Nie Co, ale Kto....
-Marcus nie chciał tego dziecka?
-Marcus nie wiedział o ciąży?
-To nie on był ojcem?
-Skończmy ten temat. Nie mam ochoty na rozdrapywanie ran.
Miałyśmy iść na zakupy, więc nimi się zajmijmy.
Na szczęście Kim ustąpiła. Powiedziałam jej bardzo dużo i
mimo, że poczułam się lepiej, zrzucając z siebie ten ciężar, nie miałam ochoty
na tego typu pogawędki w centrum handlowym. Poza tym zależało mi na tym, żeby
na jutrzejszym festynie mieć dobry nastrój. Gdybyśmy z Kimberly drążyły ten
temat, zapewne zamknęłabym się w sobie i przez kolejny tydzień nie wychodziła
ze swojego pokoju.

Nie mogę darować Kim, że tak łatwo odpuściła.
OdpowiedzUsuńZ całą pewnością to dla Anabelle bolesna historia, ale chyba musi w końcu komuś powiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło.
I jeszcze ten tajemniczy Leo... :)