* Rozdział IV *
Powiedziałam im , że nie chcę teraz o tym rozmawiać i
zdezorientowana wybiegłam.
-Anabelle!- usłyszałam Kim za plecami. Czułam jak łzy
napływają mi do oczu. Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić i zaczęłam biec
w stronę parku. Jednak na darmo, bo Kimberly chwilę później trzymała mnie za
rękę.
-To jeszcze za wcześnie...-ledwie dokończyłam i poczułam jak
potok łez spływa mi po policzkach.
Na szczęście moja przyjaciółka tylko mocno mnie przytuliła i
nie zadawała więcej pytań.
-Nie wymigasz się, prędzej czy później będziesz musiała
opowiedzieć mi, dlaczego tak postąpiłaś.- powiedziała szeroko się uśmiechając.
Później nie wracałyśmy do tego tematu. Przechadzaliśmy się z
Ian'em i Kim po okolicy tak długo, że zaczęło się ściemniać. Odprowadzili mnie
do domu, ponieważ nigdy nie lubiłam chodzić sama nocą.
Kiedy dotarliśmy do mojego domu Ian wprosił się na herbatę
malinową. Kimberly próbowała wybić mu ten pomysł z głowy, jednak nie dawał za
wygraną. Mi to nie przeszkadzało. W progu powitał nas Rocky.
Weszliśmy do kuchni. Nalałam wody do czajnika, który w
następnej kolejności postawiłam na kuchence. W międzyczasie mój spostrzegawczy
przyjaciel dorwał karteczkę leżącą na wyspie kuchennej.
-"Córeczko, wyszłam ze znajomymi na miasto. Rozumiesz,
że muszę czasami odpocząć od pracy. Baw się dobrze i uważaj na Siebie.
Mama". -przeczytał Ian, po czym dostał od Kimberly po łapach.
Rozbawiło mnie ich zachowanie, jednak byłam wściekła, że to
kolejny piątek, który będę musiała spędzić w domu sama.
-Mam genialny pomysł!- wrzasnęła nagle Kim.
-Zaczynam się bać...- zaśmiał się Ian.
-Chodźmy potańczyć!- entuzjazmowała się dziewczyna.
-To nie jest taki zły pomysł- powiedziałam po głębszym
przeanalizowaniu tej propozycji.- Skoczę tylko się przebrać, zaczekajcie..
-Ian zaczekaj tu na nas, zalej sobie herbatę i pobaw się z
psem. Anabelle, mogę coś pożyczyć?- pobiegła za mną Kim.
Nie miałam nic przeciwko. Nosiłyśmy ten sam rozmiar. Moje
ubrania na Kimberly leżały zupełnie inaczej niż na mnie. Za pewne było to
spowodowane jej krągłościami, które znajdowały się na właściwych miejscach.
Wychodząc spod prysznica zauważyłam, że moja przyjaciółka
nie miała większego problemu z dobraniem sobie ubrań na dzisiejszy wieczór.
Szarooka szatynka pożyczyła ode mnie czarną dopasowaną sukienkę, odsłaniającą
sporą część dekoltu. Krótka sukienka odsłaniała
jej długie opalone nogi, na których znajdowały się moje czerwone
szpilki. Jak tylko skończyłam ją lustrować, zabrałam się za penetrowanie mojej
garderoby. Przeszukując kolejne półki i wieszaki natknęłam się na koszulkę
Marcusa- mojego byłego chłopaka. Po chwili namysłu rzuciłam ją w kąt.
Postanowiłam, że tylko psuje sobie humor, tym zbędnym myśleniem.

Jestem ciekawa kim okaże się tak naprawdę Marcus ;) I czemu się rozstali :)
OdpowiedzUsuń