*Rozdział II*
Nareszcie w domu. Lubię tu przebywać, chociaż zastanawia
mnie, po co tak duży metraż dla dwóch kobiet.
Tego ranka obudził mnie Rocky- mój pies rasy basenji. Dzięki
niemu nie miałam wątpliwości, że znajduje się w moim małym przytulnym pokoiku.
Ciepło żółtych ścian i fototapeta z wizerunkiem Nowego Jorku na ścianie za mną
w niczym nie przypominały miejsca, gdzie obudziłam się jeszcze wczoraj.
Przytuliłam mojego czworonożnego przyjaciela i chwilkę się z
nim pobawiłam. Rocky zawsze poprawiał mi humor. Kiedy pobiegł na dół, uznałam,
że powinnam wziąć orzeźwiający prysznic.
Po piętnastu minutach byłam już odświeżona. Weszłam do mojej
garderoby i przypomniałam sobie natychmiast, dlaczego mamy taki wielki dom.
Miałyśmy z mamą ogromną kolekcję ubrań, z którą strasznie trudno było nam się
rozstać, więc ciągle rosła.
Podeszłam do półki ze spodniami i wzięłam ciemne dżinsy,
wychodząc z tego pomieszczenia złapałam pierwszą- lepszą, szarą bluzkę na długi
rękaw. Ubrałam się i zeszłam do kuchni.
Dom był pusty. Mama wróci koło osiemnastej. Włączyłam radio
i zaczęłam krążyć po kuchni. Moją uwagę przykuł zamek na jednej z górnych
szafek. Jak tylko otworzyłam szafkę obok, byłam już pewna tego, co znajduje się
w zamkniętej szafce....
***
Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Kogo niesie tak
wcześnie? No tak, mogłam się tego spodziewać. Rozmowa z mamą mi się upiekła,
ale z Kimberly nie będzie tak łatwo.
Znamy się odkąd tylko pamiętam. Nasza przyjaźń przetrwała
wszystkie próby, na które został tylko wystawiona.
Zaraz się zacznie- pomyślałam
otwierając drzwi.
-Zwariowałaś?!- powitała mnie przyjaciółka.
-Mi też miło Cię widzieć Kim.
-Jak mogłaś, przecież wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra-
wyrzuciła z siebie, po czym przytuliła mnie tak mocno, że aż zabrakło mi tchu.
-Kim, nie chcę żebyś miała mnie na sumieniu- wypowiedziałam na
bezdechu.
-Wariatka!- odparła i wybuchnęłyśmy śmiechem.
Śmiałyśmy się tak dobre kilka minut. Kiedy burczenie w moim
brzuchu przerwało nam te salwy śmiechu, postanowiłyśmy wrócić do kuchni i zjeść
porządne śniadanie.
Byłam tak niesamowicie głodna, że nie fatygowałam się z
przygotowaniem jakiegoś wykwintnego posiłku. No chyba żeby uznać kanapki z
szynką za wykwintne. Po zjedzeniu śniadania, którego nie powstydziłby się szef
kuchni, razem z Kim wybrałyśmy się na spacer. Na szczęście nie rozmawiałyśmy o
wydarzeniach z ostatnich dni.
Pochłonięte ploteczkami, nie zauważyłyśmy, że od dłuższego
czasu ktoś idzie za nami krok w krok....
***
Zostaw jakiś motywujący komentarz. ;)

Robi się mrocznie :) Czekam na dalszy rozwój wydarzeń i dłuższe rozdziały :)
OdpowiedzUsuńRozdziały bardzo krótkie, ale nie przeszkadza mi to. Mogę się nimi zrelaksować podczas pracy ;). Ciekawa jestem, czemu dziewczyna była w szpitalu i kto ją śledzi. Mam nadzieję, że coś się wyjaśni już niedługo. Pozdrawiam z mallaroy.blogspot.com
OdpowiedzUsuń