sobota, 14 lutego 2015

Dom, słodki dom.


 *Rozdział II*




Nareszcie w domu. Lubię tu przebywać, chociaż zastanawia mnie, po co tak duży metraż dla dwóch kobiet.
Tego ranka obudził mnie Rocky- mój pies rasy basenji. Dzięki niemu nie miałam wątpliwości, że znajduje się w moim małym przytulnym pokoiku. Ciepło żółtych ścian i fototapeta z wizerunkiem Nowego Jorku na ścianie za mną w niczym nie przypominały miejsca, gdzie obudziłam się jeszcze wczoraj.
Przytuliłam mojego czworonożnego przyjaciela i chwilkę się z nim pobawiłam. Rocky zawsze poprawiał mi humor. Kiedy pobiegł na dół, uznałam, że powinnam wziąć orzeźwiający prysznic.
Po piętnastu minutach byłam już odświeżona. Weszłam do mojej garderoby i przypomniałam sobie natychmiast, dlaczego mamy taki wielki dom. Miałyśmy z mamą ogromną kolekcję ubrań, z którą strasznie trudno było nam się rozstać, więc ciągle rosła.
Podeszłam do półki ze spodniami i wzięłam ciemne dżinsy, wychodząc z tego pomieszczenia złapałam pierwszą- lepszą, szarą bluzkę na długi rękaw. Ubrałam się i zeszłam do kuchni.
Dom był pusty. Mama wróci koło osiemnastej. Włączyłam radio i zaczęłam krążyć po kuchni. Moją uwagę przykuł zamek na jednej z górnych szafek. Jak tylko otworzyłam szafkę obok, byłam już pewna tego, co znajduje się w zamkniętej szafce....

***

Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi. Kogo niesie tak wcześnie? No tak, mogłam się tego spodziewać. Rozmowa z mamą mi się upiekła, ale z Kimberly nie będzie tak łatwo.
Znamy się odkąd tylko pamiętam. Nasza przyjaźń przetrwała wszystkie próby, na które został tylko wystawiona.
Zaraz się zacznie- pomyślałam otwierając drzwi.
-Zwariowałaś?!- powitała mnie przyjaciółka.
-Mi też miło Cię widzieć Kim.
-Jak mogłaś, przecież wiesz, że jesteś dla mnie jak siostra- wyrzuciła z siebie, po czym przytuliła mnie tak mocno, że aż zabrakło mi tchu.
-Kim, nie chcę żebyś miała mnie na sumieniu- wypowiedziałam na bezdechu.
-Wariatka!- odparła i wybuchnęłyśmy śmiechem.
Śmiałyśmy się tak dobre kilka minut. Kiedy burczenie w moim brzuchu przerwało nam te salwy śmiechu, postanowiłyśmy wrócić do kuchni i zjeść porządne śniadanie.
Byłam tak niesamowicie głodna, że nie fatygowałam się z przygotowaniem jakiegoś wykwintnego posiłku. No chyba żeby uznać kanapki z szynką za wykwintne. Po zjedzeniu śniadania, którego nie powstydziłby się szef kuchni, razem z Kim wybrałyśmy się na spacer. Na szczęście nie rozmawiałyśmy o wydarzeniach z ostatnich dni.
Pochłonięte ploteczkami, nie zauważyłyśmy, że od dłuższego czasu ktoś idzie za nami krok w krok....





***
Zostaw jakiś motywujący komentarz. ;)

2 komentarze:

  1. Robi się mrocznie :) Czekam na dalszy rozwój wydarzeń i dłuższe rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdziały bardzo krótkie, ale nie przeszkadza mi to. Mogę się nimi zrelaksować podczas pracy ;). Ciekawa jestem, czemu dziewczyna była w szpitalu i kto ją śledzi. Mam nadzieję, że coś się wyjaśni już niedługo. Pozdrawiam z mallaroy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz, który zmotywuje mnie do dalszego pisania. :)
A jeśli historia Ci się spodoba- zaobserwuj i bądź na bieżąco ;)